Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Rozdział 8. Garima

Obcasy Annabelle stukały po całym open spasie, gdy przechodziła z jednego końca na drugi. Ludzie leniwie odwracali głowy znad monitorów, by sprawdzić, kto zapewnił im jedyną rozrywkę na dziś w postaci innego dźwięku niż odgłos wciskanych klawiszy. Annabelle kochała patrzeć, jak pracowite pszczółki korporacji SOMO wyrabiają najlepszy miód na rynku. No, może poza tym chłopakiem pod oknem. On się ewidentnie obijał i Annabelle chętnie by go wyrzuciła, dla przykładu. By pokazać innym, że braku pracowitości ta korporacja nie toleruje. Jednak nie miała czasu, żeby toczyć wojenki z tak małymi larwami jak przeciętny pracownik. Całą swoją energię wykorzystywała, by bronić ula przed szerszeniami. Prawdziwym zagrożeniem dla korporacji SOMO. A taki szerszeń właśnie stał pod oknem i na nią czekał.

– Witaj, Adamie – przywitała się łagodnie. – Czy Ademaro jest już w środku?

– Tak, możemy wchodzić. – Przepuścił ją w drzwiach.

Adam w oczach Annabelle był szerszeniem. I to nie byle jakim szerszeniem. Był szerszeniem azjatyckim. Wiedziała o tym, gdy tylko go zobaczyła. Adam bowiem, w odróżnieniu od niej, patrzył tylko na zysk. Gdyby inna firma zapłaciła mu więcej i dała lepsze warunki, nie wahałby się do niej przejść. Nie był wierny korporacji. Nie pracował dla jej chwały. Domyśliła się tego już na corocznym filmie z podziękowaniami dla pracowników. Kiedy Annabelle siedziała z przodu i płakała ze wzruszenia, on wymykał się tylnymi drzwiami. Był zdrajcą i tak powinien być traktowany. Posiadał bowiem ogromną wiedzę o SOMO, a nie miałby widocznie żadnego problemu, żeby opuścić firmę. Mógł wynieść w każdej chwili sekrety tego ula. Kilkadziesiąt szerszeni azjatyckich może wybić kilkudziesięciotysięczny rój. Cała firma pada. Konkurencja wzrasta w rankingach. Pszczoły potrafią się jednak bronić przed szerszeniami. Choć nie jest to łatwe. Robią to albo za pomocą dźwięków, których boją się szerszenie, albo stosując pułapki. Gdy szerszeń wchodzi do ula, pszczoły ocierają się o niego, a on ginie od wysokiej temperatury. Annabelle nie miała wyjścia. Musiała działać jak pszczoły. Musiała sprawić, by koło Adama pewnego dnia się zagotowało. Był to plan, nad którym zaciekle pracowała.

Weszli do środka. Ademaro stał w swoim gabinecie i zerkał w kierunku gabloty. Za nią znajdował się dziwny przedmiot o niezdefiniowanym kształcie. Przypominał kamień, ale nie miał jego struktury. Wydawał się nie z tego świata. Jak z bajki.

– Era Młodych. Wiecie, co to za projekt? – zapytał.

– Oczywiście – odezwała się Annabelle. – Chcemy testować nowości z pomocą młodych, ambitnych ludzi.

– Nie – zaprzeczył Ademaro. – Powiedzmy sobie szczerze, może to nie jest kłamstwo, ale na pewno pół prawdy. Tym, czego chcemy, jest więcej takich kamieni.

– Nie rozumiem – zdziwiła się Annabelle i szybko zrozumiała swój błąd. Ademaro nie lubił, gdy ktoś nie rozumiał.

– Jak dokładnie chcesz je pozyskiwać? – zapytał Adam. To było pytanie, przez które Annabelle przegrała. Szerszeń wszedł do ula i zaczął siać spustoszenie. – Annabelle, zrobiłabyś nam kawy? – zapytał Adam z lekceważeniem w głosie.

– Kawy? Nie jestem służącą – prychnęła Annabelle.

– Pomyślałem, że jeśli nie rozumiesz, o czym mówimy, to mogłabyś się zająć czymś, co pojmiesz – rzekł Adam. – Kawę umiesz chyba zrobić?

– Dosyć – ukrócił ich konflikt Ademaro. – Nie mogę wam zdradzić wszystkiego, co wiem o projekcie. Całość informacji znam tylko ja i mój brat. Natomiast mogę się z wami podzielić wiadomością, że będziemy testować nie tylko urządzenia, ale i możliwości człowieka. Sprawdzimy, jak daleko można się posunąć z modyfikacją ludzkiego ciała, jak daleko można przesuwać granice jego możliwości. Jako dziecko miałem sen. To był naprawdę piękny sen. Chodziłem w nim po ziemi koloru i struktury przedmiotu z gabloty. Przed wybudzeniem chciałem zasadzić kwiat. W tym śnie pracowałem jako ogrodnik. Klęknąłem więc na ziemi i zacząłem odgarniać ziemię rękoma. Wtedy się wybudziłem. Nade mną stała moja mama i mówiła, że musimy się zbierać do szkoły. Cały czas delikatnie trzęsła moim ramieniem, bym nie położył się spać z powrotem. Wstałem i jakie było moje zdziwienie, gdy w ręku trzymałem to. – Ademaro wyjął przedmiot z gabloty i obrócił go w dłoni. – Pobiegłem do mamy, krzycząc, że wyciągnąłem ziemię ze snu. Ale ona się tylko zaśmiała. Oczywiście mogło się tak zdarzyć, że dzień wcześniej znalazłem jakiś przedmiot, zapomniałem o nim, położyłem się z nim spać i śniłem o tym. Jednak wtedy zapragnąłem sprawdzić istotę snów. Czy to, co widzimy, gdy mamy zamknięte oczy, jest mniej rzeczywiste niż to, co widzimy, gdy trzymamy je otwarte? Tak. – Ademaro pokiwał głową. – Jestem szaleńcem. Każdy dobry naukowiec ma szalone pomysły.

– To chyba nie jest zbytnio legalne. Robić takie eksperymenty? – zapytał Adam.

– Nie jest. Dlatego też się tym nie chwalimy. To nie jedyne, czym będziemy się zajmować w akademii SOMO. Ale tak jak mówiłem, głównego celu wam nie zdradzę. – Telefon Ademara zadzwonił, a gdy odebrał, dało się słyszeć w tle łkanie dziecka. – Zaraz będę – powiedział do słuchawki i westchnął głęboko. Wyszedł z biura, nie pożegnawszy się z Annabelle i Adamem, i szybkim krokiem udał się do samochodu.

W domu zastał swoją trzynastoletnią córkę (w XXI wieku to odpowiednio jakieś sześć waszych lat) leżącą krzyżem na podłodze. Nad nią stały dwie opiekunki.

– Co jej jest? – zapytał Ademaro.

– Jestem bardzo, bardzo nieszczęśliwa – wydyszała Garima.

– Dlaczego?

– HA ma dziewczynę – wyznała smutnym tonem.

– Kto to jest HA? – zapytał Ademaro.

– Herkules Achilles. W skrócie HA. To piosenkarz – sztucznie łkała dziewczynka.

– Bardzo znany – dodała opiekunka. – Wszystkie nastolatki się w nim kochają.

– Właśnie, nastolatki. A ty jesteś jeszcze dzieckiem, Garima.

– No i co? To znaczy, że nie mogę mieć uczuć? – krzyknęła.

– Jest dla ciebie za stary. Ile on ma lat?

– Trzydzieści (w XXI wieku to około czternastu lat) – powiedziała opiekunka.

– Kochanie – zaczął Ademaro – jak podrośniesz, zrozumiesz, że tak naprawdę go nie kochałaś. Lubisz tylko jego muzykę i podoba ci się, jak śpiewa. To wszystko. Poza tym nie pozwoliłbym ci się spotykać z chłopakiem, który ma imię Herkules Achilles. Dziecko, to musi być idiota.

– Dlaczego? – zdziwiła się Garima, kiedy przestała na chwilę łkać. – Jest silny jak Herkules i waleczny jak Achilles. Ja uważam, że to dobra ksywka.

– Idiotyczna – nie zgodził się z nią ojciec. – Co więcej, kochanie, rozmawialiśmy o tym wielokrotnie. Ty nie masz emocji. – Ojciec chwycił córkę i podniósł ją z ziemi. – Pamiętasz, jak ci to tłumaczyłem?

– Mam. Doktor powiedział, że mam – naburmuszyła się.

– Miewasz – zgodził się z nią ojciec. – Ale rzadko. Masz takie dni w roku, powiedzmy sobie, złe dni, kiedy je czujesz, ale przeważnie jest zupełnie odwrotnie. Jakiś lekarz, który był odpowiedzialny za modyfikację twoich genów, nie zrobił tego tak, jak powinien, i nosisz w sobie ten defekt. Tylko czasami czujesz emocje jak normalny człowiek, ale nie warto się na tym skupiać.

– Ale ja chcę! – wrzasnęła Garima. – Nie wiesz, jak to jest, mieć uczucia, bo sam jesteś zimny jak lód. Ale ja wiem! Marzę o nich. Chcę czuć. Mam na ich punkcie obsesję!

– Emocje niszczą człowieka. Są zbędne – rzekł sucho Ademaro.

– Babcia mówi, że ty nie potrafisz kochać i że miłość to najpiękniejsza rzecz na świcie. – Garima zacisnęła piąstki.

– Nie słuchaj babci. Miłość to… emocja. Niepotrzebna – tłumaczył Ademaro.

– Babcia mówi, że ta emocja jest super. Ja babci ufam. Jeśli jest super, to chcę ją mieć.

– Ale jej nie masz – rzekł Ademaro.

– Ale chcę! – wrzasnęła Garima. – Przez tę rodzinę jestem nienormalna! Bez szans na to, co najfajniejsze.

– Ależ to nieprawda, Garimo – zaprzeczył Ademaro. – Masz dar. Jesteś wyjątkowa. Możesz robić wszystko, co zechcesz, osiągać wszystko, czego pragniesz, i nie tracić czasu na głupie przemyślenia. Przeciętni ludzie są przeciętni, bo hamuje ich… własne myślenie. Które wynika z emocji. Boją się, mają wyrzuty sumienia, myślą o innych, tkwią w przeszłości. Ty jesteś inna. Wyjątkowa. Nie masz tego problemu. Poza tymi kilkoma dniami w roku. Ale każdy, dziecko, ma gorsze dni. Tak jest dla ciebie lepiej.

– Skąd ty możesz wiedzieć, co jest dla mnie dobre? Babcia mówi, że tylko psychopaci nie potrafią kochać. Mówi, że o mnie dbasz, bo traktujesz mnie jako swój projekt. Że zrobisz dla mnie wszystko, ale nie z miłości, tylko dlatego, że musisz mieć wszystko najlepsze i być idealnym. To, co tworzy Ademaro, a ja jestem przecież twoim dziełem, ma być nieprzeciętne. Byłeś chłodnym synem. Ja też jestem chłodna, ale czasem robię się ciepła…

– Tylko babia i babcia… – Ademaro Wywrócił oczami. – Babcia jest starszą osobą. Wszystko jej się myli. Nie wie, co mówi. Naprawimy cię. Zrobimy tak, że tych emocji wcale nie będzie. Nie będziesz mieć tych strasznych dni.

– Nie! – zaprotestowała Garima. – Macie mnie naprawić w drugą stronę. Chcę mieć emocje! Albo będę smutna.

– Ty nie umiesz być smutna. Smutek to emocja – zwrócił jej uwagę Ademaro.

– Teraz jestem smutna i płaczę. – Pokazała na swoje mokre policzki.

– Udajesz. Tak naprawdę nic nie czujesz, prawda?

– Prawda… – przyznała Garima cicho. – Ale kiedy miałam ten dzień w roku, tak właśnie się czułam. Zresztą, niewiele z tego pamiętam, ale tak się zachowywałam. To było niezależne ode mnie. Musiałam tak robić.

– Widzisz, co emocje robią z człowiekiem? Panują nad nim. Człowiek jest słaby. Każą mu się zachowywać tak, a nie inaczej.

– Dlaczego jestem taką psychopatką? – zapytała, jakby go nie słuchając. – Dlaczego ty jesteś psychopatą? I dziadek. I pradziadek.

– W naszej rodzinie dbamy o jej członków. Wiemy, że emocje są złe i czynią ludzi słabymi, a my musimy być silni. Tylko tacy przetrwają. Dlatego staramy się, aby każdy członek naszej rodziny był psychopatą.

– Nie każdy, przecież Falsi i babcia czują emocje – jęknęła Garima.

– Babcia, czyli mama twojej mamy, nie jest z nami spokrewniona. Nie ma w sobie krwi Amatich. Z kolei Falsi to robot – powiedział Ademaro. – Mówiłem ci, że tworzenie ludzkich robotów, które wyglądają identycznie jak ludzie, jest nielegalne, prawda? Mimo to twój dziadek stworzył Falsiego. Mam brata robota. Oczywiście to sekret naszej rodziny, nikt inny o tym nie wie.

– Dlaczego akurat robot? – spytała Garima.

– Twój dziadek chciał mieć naprawdę silne dziecko. Uważał, że same cechy psychopaty to za mało. Jednak, jak się okazało, jednego nie przewidział. Nad sztuczną inteligencją nie da się panować. Falsi, choć został zaprojektowany, aby nie mieć emocji, rozwijał się i nauczył się ich. Sam się zaprogramował. Dziś potrafi je odczuwać. Dlatego jest słaby. Podobnie jak ty jest zafascynowany emocjami i nie chce ich wyłączać. Choć to potrafi i czasami to robi. Jest od nich uzależniony jak od narkotyku. Musi je czuć. Przez to jest wrażliwy. Nie potrafi chłodno kalkulować. Jest… – Ademaro szukał słów.

– Beznadziejny? – Falsi oparł się o framugę.

– Inne słowo nie przychodzi mi do głowy, ale to również jest złe. Beznadziejny to jakby nieproduktywny. A ty produktywny jesteś – przyznał Ademaro. – Dbasz o dobre imię naszej rodziny i na nie pracujesz.

Garima wyciągnęła rączki i Falsi ją podniósł.

– Kocham cię, Falsi – powiedziała Garima i przytuliła się do niego. – Nie zawsze, teraz nie. Ale przez tych kilka dni w roku naprawdę cię kocham.

– Za to ja kocham cię zawsze – odparł Falsi i pogłaskał ją po głowie.

Ademaro wywrócił oczami.

– Wolałbym, żebyś rozwijał w niej inne cechy niż słabość. Lepiej pokaż jej, jak zarządzać miastem. Jeśli masz się na coś przydać, weź ją na weekend do siebie.

– Falsi – odezwała się Garima. – Fajnie jest mieć swój własny kraj? Jesteś jedynym człowiekiem, który tego dokonał. To trochę jakby być królem.

– Tak, jest naprawdę fajnie – odrzekł Falsi.

– Wyrzuciłeś worki? Czy mam ci pomóc? – zapytał Ademaro.

– Wyrzuciłem.

– Oczyściłeś samochód z krwi? – ciągnął dalej Ademaro. – Ostatnio zostawiłeś zasyfione auto.

– Może nie przy dziecku – zaprotestował Falsi.

Ademaro odebrał Garimę z rąk Falsiego.

– To dziecko nie ma emocji. Zapomniałeś? Musi się uczyć życia. Inaczej zostanie tobą, a tego nikt w naszej rodzinie by nie chciał. Ma być mną. Ma być swoim pradziadkiem, a nie emocjonalną wywłoką.

– W końcu znalazłeś dobre określenie – stwierdził Falsi. – Chociaż „beznadziejny” jest krótsze w wymowie.

Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Zdjęcie: Photo by Ashton Mullins on Unsplash. Książki podobne do stranger things.