Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Rozdział 4. Dana

Wins przechylił głowę na bok, by zmienić perspektywę i dokładniej przyjrzeć się wejściu do nowego domu przyjaciela. Ogród wyglądał jak pustynia, pokryty pomarańczowobrązowym piaskiem, z roślinami przypominającymi przerośnięty mech. Znaczących rozmiarów kamienie umieszczone pod płotem wyglądały jak róże. Wiatr rzeźbił je latami, nadając im artystycznego wyrazu. Dom przyjaciela w pierwszym momencie przypominał kwaterę dla bezdomnych. Był mały, krzywy i drewniany.

– Tu się przeprowadziliście? – zapytał nieśmiało Wins.

Kiedy dowiedział się, że przyjaciel zmienia miejsce zamieszkania, inaczej wyobrażał sobie jego nowe lokum. Poprzednie mieszkanie Nazira, choć nie należało do najdroższych, było utrzymane w bardzo dobrym standardzie. Ten dom wyglądał, jakby w ciągu roku stracili cały dorobek życia. Wins nie widział się z przyjacielem od kilku miesięcy, mało też ostatnimi czasy interesował się jego sprawami osobistymi, a może powinien. Skupiał się na sobie i swoich problemach, wygadywał się Nazirowi, ale nie pytał, co u niego. Patrząc na zlepek desek nazywany przez Nazira domem, stwierdził, że był to duży błąd. Zmarszczył brwi jednocześnie próbując ukryć, jak bardzo szokuje go ten widok.

– Trzeba jeszcze trochę poprawić.

– Poprawić? – dopytał z nadzieją Wins, licząc na to, że przyjaciel powie mu, że to wstępne plany, i doda coś w stylu: „Tu, gdzie te deski, będzie szopa na narzędzia, a tam, w rogu zamierzamy postawić dom”.

– Podrasować nieco, żeby błyszczał.

Wins spojrzał przed siebie i jakoś nie mógł sobie wyobrazić, aby ta rudera kiedykolwiek mogła błyszczeć czym innym niż biedą.

– Idziemy do środka? – zachęcił go Nazir. – Pokażę ci mój nowy pokój.

– Jasne. Chętnie – uśmiechnął się Wins.

Kiedy podeszli bliżej, Nazir otworzył drzwi, które według Winsa wyglądały, jakby miały się rozlecieć, i weszli do środka. W pomieszczeniu nie było mebli ani obrazów. Było puste.

– Nazir, pozwól, że cię o coś spytam – zaczął ostrożnie Wins. – Czy coś się wydarzyło w ciągu ostatnich miesięcy?

– Masz na myśli coś konkretnego? – zdziwił się Nazir.

– Bo ja wiem. Chodzi mi… Bo… Ten dom… Znaczy, jest bardzo ładny ale… – Nazir wybuchnął śmiechem.

– To tutaj? – Chłopak wskazał na pomieszczenie. – To nie dom. To dzieło sztuki. Ozdoba. Dom jest pod ziemią. Mój tata kupił ją na aukcji od jakiegoś pseudoartysty, który według znawców jest ponoć twórcą duchowej sztuki. Kosztowała dużo, jest stylizowana na dom po przejściu tornado i ma zmuszać nas do refleksji. Odczułeś to? Jak go zobaczyłeś? Jakieś głębsze refleksje cię naszły? – zapytał Nazir.

– Ekhm, nie, chyba nie. Jedyne, co mi przeszło przez myśl, to jak ci powiedzieć, że jednak nie zostanę na noc. – Nazir szturchnął go i obaj wybuchnęli śmiechem. Wins poczuł, jak odpływa od niego niepokój. Zmartwienie, które zakotłowało się w jego sercu, gdy zobaczył dom, ulotniło się, by zrobić miejsce na głupkowate dowcipy.

– Ściągnij buty i chodźmy na dół – zaproponował Nazir.

Wins, przytrzymując czubkiem buta drugi but, wysunął stopę. W zdejmowaniu drugiego musiał sobie pomóc ręką, bo zbyt mocno zawiązał sznurówki. Rzucił buty w kąt i zbiegł z przyjacielem na dół.

– Czemu dom po tornado miałby tak wyglądać? – zdziwił się Wins.

– Kiedyś, dawno, bardzo dawno, z osiemset lat temu tornada były groźne. Burzyły domy. Dziś domy budowane są z takich materiałów, że tornado nie jest im straszne. Zresztą i tak się nie pojawia, bo większość państw zagrożonych tornadami ma zamontowane czujniki, które rozbijają tornado, zanim się na dobre utworzy. Ale… kiedyś ludzie od tego ginęli.

– Och. – Wins spoważniał.

– Jesteś nieukiem, który nie słucha pani od historii. – Nazir popukał się po czole. – Gdybyś uważał, tobyś wiedział.

Przebiegli korytarzem, a gdy zbliżali się do kuchni, chłopak poczuł zapach gotowanego obiadu.

– Witaj, Wins – odezwała się starsza kobieta w kraciastym fartuchu. – Przygotowałam pierogi, może zjecie? Jedno z jej oczu zamykało się i otwierało w cyklicznych odstępach czasu.

– Witaj, Dana. – Wins przytulił ją, a ona objęła go starymi dłońmi.

– Stajesz się z roku na rok coraz przystojniejszy. Jak mój Nazir. Chwyciła za policzek ciemnoskórego chłopaka.

– Dana, nie jestem już dzieckiem – odezwał się Nazir nieco zawstydzony jej zachowaniem.

– Dla mnie zawsze nim będziesz.

Nazir wywrócił ciemnoczekoladowymi oczami i chwycił talerz z pierogami oraz dwa widelce.

– Zjemy u siebie, Dano. – Jej lewe oko wciąż zamykało się i otwierało, nad czym ewidentnie nie była w stanie zapanować. – Potrzymaj – powiedział Nazir i podał talerz Winsowi. – Coś się ostatnio zacinasz, Dano.

– Co zrobić, starzeję się – odparła. – Coraz częściej choruję. Wchodzą nowe technologie, wirusy są mocniejsze niż kiedyś. Jak coś mnie złapie, to ciężko się leczyć.

Nazir nacisnął trzy punkty na szyi Dany.

– Zapomniałem, jaki jest kod – rzucił. – Zaczekaj. – Spróbował ponownie. Skóra Dany pękła delikatnie i przesunęła się, uwidaczniając cienkie kabelki. Nazir wyciągnął jeden z nich, przeczyścił go i wsadził z powrotem. – Lepiej? – zapytał, a ona chwyciła się za oko.

– Chyba pomogło. Zobaczymy na jak długo – rzekła Dana.

Nazir ponownie nacisnął te same miejsca i skóra się złączyła.

– Zrobię wam kompociku – stwierdziła Dana i skierowała się w kierunku spiżarni.

– Chodź. – Nazir chwycił Winsa za rękaw i powędrowali do jego pokoju.

Nad burkiem Nazira wisiała miniwersja galaktyki Godzilla.

– Uczyłem się – rzekł chłopak i wskazał na galaktykę.

– Sprawdźmy stan twojej wiedzy – odparł Wins. – To galaktyka Godzilla, tak?

– Zgadza się.

Wins dotknął galaktyki i kilkakrotnie odsunął dłonie w przeciwnych kierunkach, tym samym przybliżając obraz. Planety powiększyły się, choć wciąż były malutkie. Wins ponownie przybliżył obraz, przesunął go w lewo i wybrał najbardziej krwistą planetę.

– Jaka to planeta? – spytał.

– Róża. Jest podpisana – zaśmiał się Nazir. – Drobnymi literkami pod planetą. Widzisz?

Wins uderzył się w czoło.

– Mój błąd – przyznał. – W takim razie inne pytanie. Jakie warunki klimatyczne na niej panują?

– Czuję się jak w szkole – stwierdził Nazir.

– Ponoć się uczyłeś. Jedynka! – Wins zmienił ton głosu i zaakcentował słowa w sposób charakterystyczny dla profesora od galagrafii (to nauka o galaktykach).

– Czekaj, czekaj – poprosił go Nazir. – Daj mi szansę, chciałbym chociaż dwóję.

– Zwierzęta? – Wins.

– Są.

– Jakie, głąbie?! Jak wyglądają?

– No, jak zwierzęta. – Nazir roześmiał się jeszcze głośniej. – A ty co wiesz o tej planecie, mądralo? Nie mogłeś wybrać jakiejś bardziej znanej? Zaludnionej?

– Ta mi się napatoczyła. W sumie też za wiele o niej nie wiem. Wydaje mi się, że jest tam bardzo gorąco.

– To też gówno wiesz – stwierdził Nazir. – Sprawdźmy ją.

Wins dotknął planety i pokój Nazira pokrył się różnorodną roślinnością. Było zielono jak wiosną, a pomiędzy roślinami płynął strumyk. Ciepłe powietrze przebiegło po kręgosłupach chłopców. Obaj unieśli się w powietrzu i uderzyli o sufit. Pod nimi z gęstej roślinności wyłonił swe rogi trysyn (zwierzę przypominające połączenie bawoła z koniem). Spojrzał na nich ze spokojem, przeżuwając liście.

– Panuje tu inna grawitacja, dlatego wylecieliśmy do góry – zauważył Nazir.

– Ładnie tu, trochę dziko, ale ładnie – rzekł Wins.

– Zmienię warunki grawitacji na nieprawdziwe, by dostosować je do tych panujących na naszej planecie – powiedział Nazir. – Wstukał kod na pilocie i oboje spadli na ziemię. Trysyn odbił się tylnymi łapami i uciekł w popłochu, przestraszony głośnym dźwiękiem. Nazir potarł swój obolały kark.

– Narobiłem sobie już dzisiaj siniaków, a teraz będę mieć kolejnego – Byłem w szpitalu przez te wasze krale.

Nazir rozłożył ręce i zrobił przepraszającą minę.

– Byłeś w szpitalu? Trafiły was?

– Niestety.

– Ty to masz szczęście – rzekł Nazir. – Ja tu tyle lat żyję i do tej pory ich nie spotkałem, a ty przyjeżdżasz do mnie na wakacje i od razu cię trafiają. Jakie to uczucie, kiedy biegnie na ciebie stado?

– Z pewnością widowiskowe.

– Widowiskowe? To ostanie słowo, jakiego bym użył do opisania spotkania stada krali – rozemocjonował się Nazir. – Przerażające, ohydne, mrożące krew w żyłach. Takie słowa lepiej mi pasują. Myślę, że obsrałeś się po gaciach, a teraz chrzanisz, że to było widowiskowe.

– Przejdźmy się po tej planecie. – Wins zmienił temat. – Tam jest coś białego? Mgła? – Podbiegli do niej. Krople wody, które znajdowały się na trawie zmoczyły Winsowi spodnie.

– Na to wygląda – rzekł Nazir. – Tylko czemu jest na tak wąskim obszarze? – Nazir spojrzał na pilot. – To trucizna. Taki komunikat mi się wyświetlił. Wydzielana przez gatunek zwierząt o nazwie eifan. Samica zakopała jaja dokładnie pod naszymi stopami. Trucizna jest niebezpieczna dla człowieka. Wskaźnik poparzenia trzy na dwanaście gwiazdek, a wskaźnik zatrucia organizmu dwie na piętnaście gwiazdek.

– Skoro ta mapa ma za zadanie odwzorować rzeczywistość na danej planecie, to dlaczego grawitację odczuliśmy, ale mgła nas nie poparzyła? – spytał Wins.

– Bo niektóre funkcje mapy zostały wyłączone. Chciałbyś być poparzony? – spytał retorycznie Nazir. Nagle wszystko zniknęło i znaleźli się z powrotem w pokoju.

– Przepraszam – powiedziała Dana. – Wyłączyłam mapę, bo pomyślałam, że może zechcecie sobie zrobić przerwę w nauce. – Dana postawiła na biurku dwie szklanki z kompotem. Jej oko ponownie się otwierało i zmykało w niepokojąco szybkim tempie.

– Dziękujemy, Dano. Z chęcią wypijemy. Jesteś najlepsza! – odpowiedział Nazir.

Dana uśmiechnęła się i podeszła do drzwi. Nacisnęła klamkę i zatrzymała się. Spojrzała na pustą tacę, którą trzymała w rękach. Odwróciła się do nich ponownie.

– Przepraszam, chłopcy, zapomniałam przynieść wam kompot. Napijecie się?

– Ymm, Dano, już go przyniosłaś – rzekł Nazir. – Spójrz na biurko.

– Oj, faktycznie. – Złapała się za biodro, a zmarszczki na jej czole uformowały się w smutnym wyrazie. – Starzeję się. – Nacisnęła klamkę i wyszyła.

– Co z nią? – spytał Wins.

– Nie jest najlepiej. Ostatnio wciąż się psuje i jest zawirusowana.

– Myślisz, że… – Wins zastanawiał się, jak to ubrać w słowa.

– Tak, myślę, że wkrótce przestanie działać – rzekł Nazir. – Jej oprogramowanie jest za słabe na nowoczesne wirusy.

– Byliście z nią u programisty?

– Bo to raz. Nie da się jej naprawić. Trzeba by było wszystko wyciągnąć i włożyć nowy dysk. To nie będzie wtedy ta sama Dana. O wszystkim zapomni. Czy, jak to mówi programista, jej karta pamięci się wyzeruje. Jest w naszej rodzinie od pokoleń. Wychowywała mojego ojca. Jest do niej mocno przywiązany, bardzo to przeżywa. Ja zresztą też. Ona zawsze z nami była, rozumiesz? – Nazir popatrzył wyczekująco na Winsa, jakby ten mógł zabrać choć trochę jego bólu. – Mój pradziadek kupił ją na za swoją pierwszą wypłatę. Mówił, że gdy pokazał ją rodzinie, wyśmiali go. Spytali, czemu kupił robota, który przypomina starszą osobę. Pradziadek jednak nigdy tego nie żałował. Zawsze twierdził, że Dana wniesie do naszej rodziny więcej ciepła niż jakikolwiek inny robot. I tak się stało.

– Przykro mi… – Wins dotknął ramienia przyjaciela.

– Ojciec chciałby ją pochować – rzekł Nazir.

Wins się nie odezwał, patrzył tylko na przyjaciela.

– Wiem, co myślisz – dodał Nazir.

– Nic nie myślę – powiedział Wins. – Nie mam opinii. Poza taką, że… tak… tak wykształconych, podobnych do ludzi robotów nie powinno się tworzyć. Bo… Bo potem są problemy.

– Nie są znowu takie do nas podobne. Według prawa każdy robot musi mieć zielone nadgarstki i proporcje odmienne od ludzkich. Są cienkie w kolanach, mają krótkie nogi i dłuższe niż my ręce. Stworzenie ludzkiego robota bez zastosowania wytycznych zamieszczonych w ustawie grozi dożywociem.

– Tylko sens w tym, że zrobili to po to, żebyś się nie pomylił. Żeby ktoś nie stworzył robota wyglądającego podobnie do ciebie, bo potem ktoś inny mógłby go wykorzystać, aby ukraść ci tożsamość. Ale mówiąc o tym, że nie powinno się tworzyć robotów podobnych do ludzi, mam na myśli sytuację taką jak ta. Wy kochacie ją jak człowieka, a prawo traktuje ją jak robota.

– Wiem – przyznał Nazir. – Tacie powiedzieli w urzędzie, że nie może jej pochować nigdzie indziej, tylko w swoim ogródku. Właściwie nie ją, a jej kawałki. Będzie musiała być zniszczona. Robią tak dlatego, że po śmierci wykasowują robota z rejestru. Jak ją wykreślą, muszą mieć pewność, że później nie wymienimy jej oprogramowania i nie ożywimy ponownie. Nie mogą dopuścić do ryzyka istnienia niezarejestrowanych robotów. Dlatego ją zniszczą, a potem oddadzą nam to, co zostanie.

Nazir westchnął.

– Po jej śmierci chciałbym polecieć na Ziemię. Lubię podróżować, ale zawsze odwiedzałem bogate metropolie, stolice, wybierałem na cel podróży popularne atrakcje turystyczne… W tym roku chciałbym odwiedzić kolebkę ludzkości.

– Dlaczego? – spytał Wins. – Tam nic nie ma.

– Właśnie dlatego. To będzie najlepsze miejsce na przemyślenia. Poza tym pojadę tam raczej jako wolontariusz. Będę pomagał oczyszczać Ziemię.

– Nie rozumiem. – Wins potarł czoło. – Jest tyle planet. Tyle galaktyk. Po co ratować planetę, której praktycznie już nie ma?

– Z sentymentu – rzekł Nazir. – A ty masz jakieś plany na wakacje?

– Chciałbym. Ademaro robi konkurs. Zobaczyłem plakat, jak byłem w szpitalu. – Wins wyciągnął urządzenie mobilne. Wpisał kod i przed nimi wyświetlił się plakat z przychodni. Chłopak chwycił obraz, który zmienił się w papierową wersję, i podał go przyjacielowi.

– Ten Ademaro, którego biografię czytałeś jako dzieciak? Twój idol? – upewnił się Nazir.

–Tak. – Wins się rozpromienił.

– Co to za konkurs?

– Zamierzają wybrać dwudziestu uczniów do programu, który ma pomóc w zdobywaniu wszechstronnego wykształcenia. Dwadzieścia osób będzie mieć szansę, by dla nich pracować. Zostać testerem.

– Stary, nie brzmi to super – wyznał Nazir. – Praca dla korporacji. Nie masz lepszych planów na spędzanie wolnego czasu?

– Nie rozumiesz – rzekł Wins. – Będę miał szansę testować najnowsze technologie. Na plakacie nie napisali dokładnie, o co chodzi, ale zainteresowani mają przyjść na spotkanie piętnastego września. Rekrutacja odbędzie się czternaście dni później.

Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Zdjęcie: Photo by cottonbro from Pexels. Książki podobne do więźnia labiryntu.