Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Rozdział 18. Wirus

Ademaro chwycił brzęczący telefon i pocierając oczy ze zmęczenia, przyłożył go do ucha.

– Ademaro Amati? – zapytał mężczyzna po drugiej stronie, nie czekając, aż Ademaro odezwie się pierwszy.

– Z kim mam przyjemność? – zapytał Ademaro. Telefon milczał, a Amati się roześmiał. – To takie oczywiste! Tak fałszywy i tchórzliwy głos ma tylko jedna osoba. Cieszę się, że dzwonisz, David. Kopę lat. Co mógłbym dla ciebie uczynić?

– Słyszałem, że wprowadzasz nowy projekt. Platformę lepszej generacji.

– Dobre wieści szybko się rozchodzą – stwierdził Ademaro. – Mimo to jestem zdziwiony, że w środku nocy dzwoni do mnie David Cur, założyciel Life for Life, jeden z moich największych konkurentów, aby pogratulować mi sukcesu. Czy nie powinniście właśnie zwoływać rady i próbować odgapić i odwzorować to, co wdrożyliśmy? Tak jak to zawsze robicie? Jak najszybciej podrabiacie nasze produkty i liczycie na to, że jeszcze nie zdążą wyjść z mody, a oferując na nie niższą cenę, spełniacie marzenia tych, których nie byłoby stać na nasze prestiżowe produkty.

– Na dziś mam inny plan – rzekł David. – Tak jak mówisz, bacznie obserwujemy to, co wypuszczacie w świat. Pamiętasz, jak kilka miesięcy temu stworzyliście próbną reklamę, w której mówiłeś, że wasze gry są tak dobre, że człowiek nie zechce z nich wychodzić?

– Pamiętam, ale zrezygnowaliśmy z tego projektu i mamy inny. Jak zwykle jesteście krok za nami. Nawet szpiegów nie macie dobrych.

– To będzie hit. Muszę przyznać – kontynuował David. – Gdy usłyszałem, że człowiek wchodzi do gry, do innego wymiaru zaprogramowanego w chmurze za pomocą kodów, przyznaję, chciałem podpalić swoją firmę i nigdy do niej nie wrócić. Chciałem się poddać i wywiesić białą flagę. Wasza gra będzie grą nowej generacji. Po samej reklamie było to widać. Nie uda mi się tego podrobić.

– To dlaczego nie zdecydowałeś się wystawić białej flagi? – zapytał podejrzliwie Ademaro, czując, że odpowiedź Davida zepsuje mu plany na dzisiejszą noc.

– Utkwiły mi w głowie te słowa. „Człowiek nigdy nie będzie chciał z niej wyjść”. A gdyby nie mógł wyjść, Ademaro? Gdyby utkwił tam na zawsze? Masz rację, jestem tchórzem i fałszywą osobą. Boję się, że mnie zmieciesz z rynku, i jestem w stanie poświęcić życie nastolatków, aby twoje imperium upadło. Pomyśl tylko, co będzie, gdy wszyscy się dowiedzą. – Mężczyzna odłożył słuchawkę.

Ademaro wsłuchiwał się w dźwięk przerywanej linii. Powoli odsunął telefon od ucha i wybrał numer Falsiego.

– Halo – odezwał się Falsi.

– Ubierz się w taki strój, z którego dobrze się spiera krew, i przyjedź do mnie.

– Ademaro? –zapytał Falsi, oczekując dalszych informacji.

– Jedziemy się spotkać z Davidem Curem. Zbieraj tyłek. Masz taką wprawę w zabijaniu, o jakiej ja mogę tylko pomarzyć.

– Oczekuj mnie za godzinę. Gdy będę blisko, puszczę ci sygnał, abyś zszedł – odparł Falsi i rozłączył się.

Skórzane buty Ademara zastukały o posadzkę, gdy telefon zabrzęczał. Zszedł na dół do czarnej limuzyny, w której już czekał Falsi.

– Adres znasz? – zapytał Ademaro.

– Znam – potwierdził Falsi. Jechali w milczeniu, a Ademaro przeładowywał pistolet. Na miejscu wysiedli i weszli do biura. Schylili się i przeszli pod bramkami.

– Proszę panów, tak nie można. Proszę do mnie podejść. Muszę spisać panów dane – krzyknęła za nimi kobieta z recepcji, a Ademaro wycelował pistolet w sam środek jej czoła. Pisnęła i Falsi przyłożył palec do ust, aby siedziała cicho.

Szli dalej przez korytarz. Gabinet Davida był pilnowany przez kliku ochroniarzy. Falsi rzucił im pod nogi przedmiot przypominający amulet. Mężczyźni zastygli, tylko ich gałki oczne się ruszały. Ademaro otworzył drzwi kopnięciem i wpadli z Falsim do gabinetu. Ademaro natychmiast wymierzył w Davida.

– Wiedziałem, że przyjdziesz – wyznał David. – W końcu nie dokończyliśmy naszej konwersacji.

– Co dokładnie zrobiłeś? – zapytał Ademaro.

– Wypuściłem wirusa. Kto nie umie sam tworzyć, powinien wiedzieć, jak niszczyć pracę innych. Wirus przeniknie do waszej gry i sprawi, że gracze zostaną w niej uwięzieni. Nie dacie rady ich obudzić bez mojej pomocy. Wiesz, co jest najlepsze? Będziesz tańczył, jak ci zagram, Ademaro, inaczej Era Młodych przejdzie do historii jako więzienie bez możliwości ucieczki.

Ademaro chwycił Davida za szyję.

– Podaj mi jeden powód, dla którego miałbym cię nie zabić.

– Nie możesz, bo część wirusa została wpuszczona do mojego mózgu. Oba kawałki są ze sobą powiązane. Jeśli ja umrę, nikt nie będzie potrafił zapanować nad wirusem.

– Myślisz, że mnie to obchodzi? Zniszczyłeś dobre imię mojej firmy. Ludzie będą się bać kupować nasze gry. Zabiłeś to, na co pracowałem latami.

– Obchodzi cię – rzekł David. – Jeśli się wyda, że nastolatki są uwięzione, wasza firma upadnie. Jednak tak się nie musi stać. Nikomu nie powiem, o ile wykonasz dla nas pewne projekty. Potem ich uwolnię i wszystko wróci do normy.

– Mnie się nie szantażuje! – wrzasnął Ademaro.

– W grze jest uwięziona także twoja córka. To mocny argument – uśmiechnął się David.

Ademaro rzucił broń na podłogę.

– Wiesz co, David, czasem przyjemnie jest sobie ubrudzić dłonie. – Ademaro objął kark przeciwnika.

– Ademaro! Co robisz?! – krzyknął Falsi, próbując odciągnąć brata od Davida. – Jak bez niego uwolnisz Garimę?

Mocowali się przez chwilę, aż kręgi Davida wydały specyficzny dźwięk, a jego głowa zwisła luźno.

– Jak teraz uwolnisz Garimę? – powtórzył przerażony Falsi.

– Nie wiem. Wiem jednak, że gdy ktoś zaczyna cię szantażować, to nie skończy prędko. Trzeba to zdusić w zarodku.

– Ale teraz nie wyciągniemy ludzi z gry. Nie wyciągniemy Garimy – powiedział Falsi.

– Nie maż się, i tak by ich nie wypuścił. Łatwiej będzie nam pracować nad wirusem, gdy Davida nie będzie.

Ademaro chwycił Davida za włosy i otworzył drzwi. Ciągnął triumfalnie jego ciężkie cielsko przez korytarz. Uniósł je i rzucił na ladę, za którą siedziała kobieta.

– Jesteś jego sekretarką? – zapytał Ademaro. Kobieta wzdrygnęła się, gdy spojrzała w białe gałki oczne Davida. Odwróciła wzrok. – Odwołaj wszystkie spotkania. Wydaje mi się, że nie będzie w stanie się na nich stawić.

Dla potwierdzenia własnych słów Ademaro uniósł dłoń Davida i puścił ją. Ta opadła z impetem, pociągając za sobą całe ciało, które spadło z lady.

– Nie mówiłem? – kontynuował Ademaro. – Nie jest w formie.

Podszedł do Falsiego i obaj opuścili budynek.

Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Zdjęcie: Photo by Breno Machado on Unsplash