Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Rozdział 16. Nowy członek Ery Młodych

Dmitrij wszedł do sali i usiadł na jedynym wolnym miejscu. Postawił przed sobą wciąż jeszcze ciepłą kawę i poprawił okulary na nosie. Ademaro siedział na końcu stołu, jak przystało na bossa, a obok niego zasiedli jego wierni poddani. Między innymi: Annabelle, którą Dmitrij nazywał w myślach najwierniejszą z najwierniejszych, Adam, który ruszał nosem, jakby czuł z ust Ademara zapach pieniędzy, przewodnicząca Rady Nadzorczej Zoe Lambeti, specjalistki do spraw PR-u Emmanuelle Carré i Julie Menounos, Elsa Pottom oraz prawnicze hieny: Steve, Robert, Javier i Luis. Dalej siedział popaprany naukowiec z chorymi wizjami, Christopher, oraz jego siostra Paulina. Reszty Dmitrij nie znał. Wydawało mu się, że jest jedyną normalną osobą zasiadającą przy tym stole. Zastanawiał się, jak to się stało, że skończył wśród bandy chciwych idiotów. Oczywiście znał odpowiedź. Ademaro wyciągnął go z jego rodzimego kraju, w którym panowała wojna. Uratował jego i jego rodzinę przed śmiercią tylko dlatego, że widział w nim potencjał. Tak, Ademaro uratowałby każdego człowieka, w którym widział materiał na dobrego pracownika. Dmitrij sam nie był pewien, jak to się stało, że Amatiemu udało się przekonać najeźdźców w jego kraju, aby go wydali, ale podejrzewał, że nie załatwił tego polubownie.

Doskonale pamiętał tamten dzień. Zobaczył Falsiego, który coś krzyczał, a potem wszędzie była krew. Bracia Amati wyciągali uwięzionych i Ademaro podał mu rękę, mówiąc: „Tacy geniusze jak ty nie mogą umierać. Kto zabija geniuszy, sam geniuszem nie grzeszy. Jest skazany na porażkę, a najczęściej sam nawet tego nie widzi”. Ademaro zaopiekował się nim i wysłał go do najlepszej szkoły. Płacił za nią. Nic nigdy nie chciał w zamian. Nie prosił Dmitrija, aby ten dla niego pracował. Nawet mówił mu, że tu w SOMO się zmarnuje. Jednak Dmitrij nie mógłby zatrudnić się nigdzie indziej. Czuł, że tu jest jego miejsce, choć nie wiedział dlaczego.

Wszystko zaczęło nabierać sensu, gdy powstała Era Młodych. Gdy zobaczył te dzieciaki pod bramą, młode i chętne, by zmieniać świat, zrozumiał, dlaczego Ademaro go uratował. Poczuł chęć chronienia swoich uczniów tak silną, jakiej nigdy dotąd nie odczuwał. Poczuł, że chce ich wyedukować, że pragnie, aby ukończyli Erę Młodych z sukcesami, a potem radzili sobie w życiu. Wspinali się po szczeblach kariery i zmienili świat na lepsze. Tylko że to, co Dmitrij uważał za lepsze, nie pokrywało się z tym, co tak pojmował Ademaro. Ademaro kalkulował wszystko na chłodno. Świat lepszy to świat bardziej nowoczesny. Z kolei Dmitrij uważał, że świat lepszy to świat, w którym jest mniej okrucieństwa. Za dużo go widział, gdy był dzieckiem. Dmitrij był świadomy, że Ademaro jest złym człowiekiem. Daleko mu do samarytanina. Mimo to wiedział również, że głupotą byłoby życzyć mu śmierci. W tym całym szalonym świecie Ademaro był jedyną grubą rybą, która stała na drodze innych grubych ryb, które pragnęły przejąć władzę. Ademaro nie dbał o innych, dbał jednak o swoje wartości. Tam gdzie panował, żadna mafia nie mogła czuć się bezpiecznie. Ademaro trzymał je w garści i każdy bał się przekroczyć granicę, za którą wszedłby z nim w konflikt. Gdyby nie Ademaro, inni chętnie wskoczyliby na jego miejsce i byliby znacznie gorsi.

Gdy Ademaro dowiedział się, że w mieście nieopodal siedziby SOMO pewien polityk dał przyzwolenie mafii na porywanie ludzi i ukrywał wszystkie dowody, które mogłyby doprowadzić policję na jej ślady – nie czekał długo. Wyciągnął telefon i zadzwonił po szofera. Nikt nie wie, co się stało, ale tamtego wieczora polityk miał nieszczęśliwy wypadek, a ludzie nie tylko przestali ginąć, ale wszyscy zaginieni wrócili do domu. Dlaczego? Bo Ademaro nienawidził marnotrawstwa. Tak, Ademaro nie był dobry, ale cenił sobie wartości, które nierzadko ratowały innych. Sam Ademaro również potrafił wykazywać się okrucieństwem, zwłaszcza wobec ludzkich robotów, ale znacznie rzadziej niż inni.

– Spotkaliśmy się, bo chcę wam przekazać dobre wieści. Moja córka Garima dołączy do zespołu Ery Młodych. – Zaczął klaskać, a wszyscy mu zawtórowali. Drzwi otworzyły się i weszła do nich dziewczynka, która ledwo wystawała znad stołu. Przeszła i usiadła na kolanach ojca. Na głowie miała koronę, którą Ademaro staranie poprawił.

Garima omiotła zgromadzonych wzrokiem i spojrzała w oczy Dmitrija, a ten nie mógł się oprzeć wrażeniu, że w Garimie jest coś, co wyróżnia ją na tle pozostałych członków rodu Amatich. Była inna. Dostrzegł to już wtedy, gdy zobaczył ją po porodzie. Dmitrij czuł, że Garima w historii rodu Amatich zapisze naprawdę ważną kartę. Nigdy nie wierzył w przeznaczenie. Uważał, że ludzie są kowalami własnego losu. Jednak Garima kwestionowała wszystko, co dotąd wyznawał. Patrząc na jej różowo-złotą koronę, nie widział w tej ozdobie dziecinnej zabawki, ale zapowiedź. Tak, Garima była urodzona, by być królową. By robić wielkie rzeczy.

– Moja dzielna Garima na własną prośbę, a raczej żądanie – Ademaro się skrzywił, a wszyscy zaczęli się śmiać – zostanie testerem gier. Garima będzie tylko w sekcji Graczy. Inne sekcje nie będą jej dotyczyć.

– Cudownie – odezwała się Annabelle. – Poradzisz sobie, jesteś zdolna po tacie. – Annabelle zwróciła się do Garimy, ale ta nawet na nią nie spojrzała. Była zajęta poprawianiem księżniczkowej spódnicy.

– To pierwsza informacja – kontynuował Ademaro. – Druga jest taka, że wprowadzamy nową platformę gier. Rozpoczynamy w środę, czyli za dwa dni. – Zgromadzeni ponownie zaczęli klaskać. – Dmitrij – zwrócił się do niego Ademaro – wszyscy gracze muszą podpisać klauzulę, w której oświadczą, że rozumieją, iż nowa platforma zagraża ich życiu i zdrowiu i firma SOMO nie ponosi odpowiedzialności w razie, gdyby zrobili sobie krzywdę.

– Co to za platforma? – zapytał Dmitrij. – Wcześniej nie wymagaliśmy od uczniów, aby podpisywali tak poważne świstki.

– Będzie bardziej realistyczna, zarówno pod względem grafiki, jak i odczuć. Będzie płynniejsza i sprawniejsza. Tylko na razie nie chwyta najlepiej. Nasi informatycy muszą nad nią jeszcze popracować. – Ademaro podwinął rękaw i pokazał świeżą bliznę. – Nabawiłem się jej, gdy ostatnio tam wszedłem. Przeciąłem się i jakie było moje zdziwienie, gdy moja dłoń krwawiła także, gdy skończyłem grę.

– Chyba żartujesz – zaprotestował Dmitrij.

– Grzeczniej, proszę – zwróciła mu uwagę Annabelle, a jej oczy rozbłysły jak u jadowitego węża. Ademaro uspokoił ją gestem.

– Dlaczego miałbym żartować? – spytał spokojnie.

– To zbyt niebezpieczne – rzekł Dmitrij. – Wyjdą z bliznami, połamanymi kończynami i kto wie czym jeszcze.

– Mamy świetnych lekarzy, a nasze apteczki są wyposażone w maści usuwające blizny. Musimy iść do przodu. Zgodzili się testować gry.

– Nie wiedząc, jakie to niebezpieczne. Gdyby wiedzieli… pewnie by ich tu nie było – upierał się Dmitrij.

– Nie pchamy ich na siłę – roześmiał się Ademaro. Annabelle również zachichotała. – Powiesz im, że nowa platforma jest bardziej niebezpieczna, ale bez zbędnych szczegółów, aby ich nie przerazić. Namówisz, żeby podpisali papiery. Będziesz nad nimi czuwał. Wybudzisz ich i odeślesz do lekarza, gdy zobaczysz na monitorze, że ich zdrowie się pogarsza. Nie zapominaj, że powierzam ci moją córkę, która wejdzie do nowej platformy. Myślisz, że naraziłbym jej życie, gdyby było to rzeczywiście niebezpieczne? Garima blizn się nie boi, a skoro nie boi się ich trzynastolatka (w XXI wieku to około sześć lat), to uczniowie też nie powinni. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że nie nadają się na testerów.

– Wiesz, że tu nie chodzi o blizny. Jeśli coś stanie się z grą…

– Nic się nie stanie. Mamy najlepszych programistów.

– No właśnie – dodała Annabelle.

– Oni będą czuwać, ty będziesz czuwać, lekarze będą czuwać, tyle osób do czuwania, że aż boli głowa – zaśmiał się ponownie Adamaro. – W razie problemów technicznych wyciągniemy ich. Będziemy bardzo ostrożni. Damy im na początek proste gry dla dzieci. Nic, co miałoby sprawić, że mogliby nabawić się kontuzji. Żadnych strzelanin, bijatyk, gier wojennych. Nic w tym stylu. Zgoda, Dmitrij?

– Ale… – zaczął naukowiec.

– Zgoda? – przerwał mu Ademaro.

Dmitrij westchnął ciężko i spuścił wzrok.

– Zgoda – dodał zrezygnowany. Jego głos zaciął się i zachrypiał.

– Pięknie – rzekł Ademaro. – Wszystko dograne. Uczestników gier będzie więcej. Poza dwudziestką, a raczej z Garimą dwudziestką jedynką, testerami zostaną ludzkie roboty. Do gry wjedzie około dziesięciu robotów. Czyli będziemy mieli ponad trzydziestu graczy.

– Świetny pomysł – dodała Zoe, a wszyscy pokiwali głowami.

– W takim razie możemy zakończyć zebranie. Dmitrij, ty zostań, muszę zamieć z tobą słowo.

Gdy pozostali opuścili salę, Ademoro podszedł do Dmitrija.

– Powiedz innym profesorom prowadzącym sekcje, że Witold Pilski nie będzie już chodził na zajęcia.

– Jak to? – zdziwił się Dmitrij. – Chory jest?

– Nie do końca, choć chore było to, co zrobił. Zakradł się do budynku środkowego. Kamery go wyłapały.

– Może się zgubił – stwierdził Dmitrij, a Ademaro uśmiechnął się gorzko.

– Naiwniak z ciebie – rzucił. – Szpiegował, ale czego szukał, nie wiem. Idę z nim pogadać. Siedzi u mnie w gabinecie. Ochrona go przyprowadziła.

– Co z nim będzie? Wyleci?

– Najprawdopodobniej zostanie zawieszony. Później się zobaczy.

***

Wins zerknął na ochroniarza, który miał grobową minę. Dalia wyciągnęła się na kolanach chłopaka, a ten ją głaskał. Jak mógł sądzić, że jego wejście do budynku zostanie niezauważone? Mimo to nie żałował. Przypomniał sobie, jak od dziecka kolekcjonował wszystkie artykuły o Ademarze, jak zaczytywał się jego biografią, upodabniał się do niego i zaczesywał fryzurę na tę samą stronę. Jak leżał na łóżku i marzył, że pewnego dnia będzie nim. Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mu, że spotka się z Ademarem sam na sam, umierałby ze szczęścia. Teraz wcale się nie cieszył, a może nawet się bał. Kim był człowiek, który jawił mu się jako ideał? Oprawcą, zwykłym szaleńcem?

Ademaro wszedł bezszelestnie. Usiadł naprzeciwko Winsa, złożył ręce i oparł je na brzuchu. Siedzieli tak w milczeniu.

– Co tobą kierowało, kiedy postanowiłeś zakraść się do budynku? – spytał Ademaro, nie spuszczając wzroku z chłopaka.

– Martwiłem się o przyjaciół – wyznał Wins. – Zaczęli chorować.

– Tych z Tajnej Sekcji? – dopytał Ademaro.

– Tak – odparł krótko Wins.

– Spostrzegawczy chłopak – pochwalił go Ademaro. – Szukałeś pokoju, w którym odbywają się zajęcia Tajnej Sekcji, tak? Znalazłeś go i…

– Nic tam nie było. Wszystko było pochowane.

– Ale czegoś się dowiedziałeś, prawda? Inaczej nie patrzyłbyś na mnie z taką nienawiścią. Widzę w twoich oczach żal i zawód. Rozczarowałem cię, dobrze zgaduję? Lubiłeś mnie wcześniej, być może nawet podziwiałeś. Boli cię to.

– Nigdy nie byłeś moim idolem – skłamał Wins.

– Nie kłam. Potrafię wyczytać wiele z ludzkiej twarzy. Jestem spostrzegawczy. Drogi Witoldzie, opowiedz mi, co się wydarzyło w środkowym budynku i czego się dowiedziałeś.

– Po co? Macie kamery. Wszystko z nich wiecie.

– Jeszcze ich nie oglądałem. Chciałbym dowiedzieć się tego z twoich ust.

– Po co trzymacie pegazy? – zapytał Wins tak szybko, jakby czekał wieki, aby się tego dowiedzieć.

– Mamy tu wiele rzeczy. Próbujemy tworzyć nowe gatunki i odtwarzać wyginięte. Pegazy to nic trudnego. Krzyżówka konia z ptakiem, trochę modyfikacji genetycznych i voilà! Jeszcze je badamy, ale wkrótce wypuścimy je na rynek. Liczymy na ogromne zyski. Dzieciaki oszaleją na punkcie koni ze skrzydłami. Przyznaj, że sam byś się na takim przeleciał.

– A dziwne pomieszczenie z lustrem?

– Och, nawet tam się dostałeś. Cóż, to jeden z moich projektów, do którego potrzeba nam ludzi z Tajnej Sekcji. Zdradzę ci coś. Nikt z was nie jest geniuszem. Nie według takich kryteriów wybieraliśmy uczestników do programu SOMO. Testy to był pic na wodę. Liczyła się wasza zgodność genetyczna, wytrzymałość i podatność mózgu na zmiany. Znaleźliśmy pięć osób, które miały to, co chcieliśmy. Między innymi twoją koleżankę Marinę. Musieliśmy im zapewnić takie warunki w SOMO, aby chcieli tu być i aby nie zrezygnowali mimo niedogodności, które po pewnym czasie się pojawią. Ból, krwotoki… Dlatego wzięliśmy między innymi ciebie, Nazira czy Anitę. Byliście znajomymi przed akademią SOMO i wiedziałem, że będzie wam tu razem dobrze. Nie było dla was podejrzane, że pośród tylu dzieciaków, które się zgłosiły, dziwnym zbiegiem okoliczności akurat wy się dostaliście? – Ademaro analizował twarz Winsa. – Jak widać, nie. No i dobrze. Po tym można stwierdzić, że geniuszami nie jesteście. Nie martwi nas to. Geniusze nie są nam potrzebni. Z gier korzysta przeciętny człowiek, więc dobrze, jak testuje je przeciętny człowiek. Tajna Sekcja testuje dwa projekty równocześnie. Projekt Sen i Projekt Wojna.

– Czym jest Projekt Sen? – spytał Wins.

Ademaro wstał i wyciągnął kamień ze szklanej gablotki. Miał baśniowy kształt.

– Miałem kiedyś sen. Śniłem w nim, że jestem piratem i rozmawiam z syrenami. Syreny podarowały mi kamień, który był symbolem przyjaźni syrenio-pirackiej. Obiecaliśmy ich nie atakować, a one obiecały, nie niszczyć naszych statków. Pilnowałem tego kamienia ze wszystkich sił. Był dla mnie bardzo ważny. Gdy się obudziłem, uświadomiłem sobie, że mam go w ręce. Pomyślałem, że wyciągnąłem przedmiot ze snu.

– Przecież mogłeś znaleźć kamień dzień wcześniej i potem o nim śnić. Czy w ogóle pamiętasz, jak do ciebie trafił? – spytał Wins.

– To bardzo prawdopodobne, ale czy istotne? Mam dosyć tego, co uważamy za możliwe, a czego nie. Zainspirowało mnie to, aby sprawdzić, czy ludzie mogą wyciągać przedmioty z głowy. Pomyślisz o czymś i możesz to wydostać. Taka drukarka 3D w twoim mózgu.

– Jesteś nienormalny – oburzył się Wins. – Męczysz ludzi dla nierealnych wizji.

– Wizja jest realna. Musimy tylko zwiększyć wydajność mózgu. Stąd te płyny, które im wstrzykujemy.

– Christopher mówił, że wstrzykujecie je, bo chcecie stworzyć ludzi z supermocami – zdziwił się Wins.

– Niech tak myśli. Dawno już zmieniłem koncepcję. Paulina nad tym czuwa. Christopher myśli, że bierze udział w Projekcie Wojna, ale to nieprawda. On nie zna prawdziwej misji tego projektu. Nie została mu przekazana. Nie uniósłby jej. Dajemy mu zdania, nie mówiąc, po co je robi. Wydaje mu się, że jest geniuszem. Chce modyfikować ludzi. Tylko że to jest oklepane. Inni naukowcy też to robią, a nawet są w tym lepsi. Słyszałem, że część nadludzkich cech można już dać w prezencie noworodkom. Wiedziałeś o tym?

– Brat mojego kolegi potrafi widzieć w ciemności – rzekł Wins.

– O, to, to. Właśnie o tym mowa. Christopher chce iść dalej i dodać dorosłym jakieś supermoce, ale kiepski z niego naukowiec. Nic z tego wie wyjdzie. – Ademaro machnął ręką.

– Co teraz ze mną będzie? – spytał Wins.

– Zapomnisz o SOMO. Wrócisz do szkoły. Skończysz ją. Pójdziesz na studia i ułożysz sobie życie. Czyli zrobisz to, co robią wszyscy młodzi ludzie.

– Chcę, aby moi znajomi wiedzieli, co się ze mną dzieje. Zwłaszcza Marina.

– To niemożliwe. Nie zobaczysz ich już. Jak wrócisz do szkoły, nie wolno ci rozpowiadać o tym, co tu cię spotkało. Jeśli się wygadasz, będę zmuszony bronić dobrego imienia mojej firmy i wyeliminować ciebie i twoich znajomych. Nie chcesz chyba, aby stała im się krzywda?

– Już im się dzieje – rzekł Wins.

– Bez przesady. Pokaszlą i im przejdzie.

– Mam patrzeć, jak bezkarnie niszczysz ich zdrowie, bo jak nie, to nas zabijesz?

– Jak to „patrzeć”? Nie będzie cię tu, na nic nie będziesz patrzył. – Wins prychnął. – Ludzie biznesu tak mają. Pozbywają się dowodów. Na razie będziesz nocował w kanciapie. Nie wolno ci wchodzić do akademika ani kontaktować się ze znajomymi. Załatwimy formalności z twoją szkołą i cię odeślemy.

– Nie mogę się chociaż z nimi pożegnać? – spytał desperacko Wins.

– Nie. Absolutnie nie, ale możesz napisać wiadomość, którą im przekażemy. – Ademaro podsunął Winsowi pióro i kartkę papieru. Wins chwycił ją i nakreślił kilka słów:

Drodzy przyjaciele,

Nazira znam od zawsze, więc nic dziwnego, że będę tęsknił za tym przygłupem. Jednak Was poznałem przed akademią SOMO lub dopiero na miejscu. Mimo to staliście się dla mnie tak ważni, że nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo będzie mi Was brakowało. Przez ostanie kilka miesięcy byliście częścią mojego życia. Chyba najlepszą, jaką kiedykolwiek miałem.

Trzymajcie się i uważacie na siebie!

Wasz Wins

– Już? – zapytał Ademaro i wyciągnął dłoń.

– Nie. Mogę dostać nową kartkę? – Wins skreślił wszystko, co napisał, i zgiął papier.

– Szkoda. Ładne to było, co napisałeś – stwierdził Ademaro i podał mu drugą kartkę.

Kochani przyjaciele,

trzymajcie się. Niestety Dalia zachorowała i nie może być tutaj leczona. Potrzebuje stałej opieki i dostępu do najlepszych weterynarzy. Muszę opuścić akademię SOMO.

Trzymajcie się ciepło. Liczę, że spotkamy się jak najszybciej.

Wins

– Mniej ckliwie i z podanym powodem. Podoba mi się.

Ademaro zabrał od niego kartę i schował ją do kieszeni.

– Ochroniarz cię odprowadzi. Kanciapa jest koło budynku głównego. Poprowadź go takimi uliczkami, aby nikt go nie widział – zwrócił się Ademaro do ochroniarza, a ten skinął głową. – Do niezobaczenia – powiedział Ademaro i wyszedł. Ochroniarz poprawił słuchawkę w uchu i chwycił Winsa za ramię.

Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Zdjęcie: Photo by Paweł Czerwiński on Unsplash