Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Rozdział 14. Spór Mieczy

– Co tu robisz? – zapytał Wins, gdy Marina weszła do sali.

– Przez kolejne cztery miesiące mamy chodzić z wami na zajęcia – odparła.

– Tylko Tajna Sekcja? – spytał.

– Nie, wszyscy. Zobacz, ile łóżek jest zajętych. Na bank jest tu dwadzieścia osób.

– Rzeczywiście – przyznał Wins zszokowany, że wcześniej tego nie zauważył. – Dlaczego tak?

– Nie wiem, chyba chcą testować więcej gier. Potrzebują więcej Graczy. Siedem osób z waszej sekcji, to za mało.

– Czyli nie będziecie chodzić na swoje zajęcia przez cztery miesiące?

– Będziemy, ale sporadycznie. Raz w tygodniu lub nawet raz na dwa tygodnie.

– A jak twoje krwotoki? – zapytał Wins. – Przeszły ci?

– Dziś jeszcze nic się nie działo, ale wczoraj mój nos był pełen krwi. – Marina dotknęła czubka nosa i zmieniła temat: – Jak się czuje twoja mama po porodzie, Nazir?

– Twierdzi, że jest wyczerpana. – Nazir przymknął oczy i pokiwał głową, dając do zrozumienia, że cała sytuacja jest absurdalna. – Dla mnie to śmieszne, przecież wcale nie rodziła. Nawet nie była w ciąży.

– Przynajmniej nosiła sztuczny brzuch i w dniu narodzin twojego brata oglądała symulację porodu. To i tak znacznie więcej, niż robi przeciętna kobieta. Moja ciotka po prostu zgłosiła się do kliniki i po dziewięciu miesiącach, w przerwie między jedną kawą a drugą, pojechała odebrać mojego kuzyna.

– No wiem, ale… Mimo wszystko… – Nazir urwał w pół zdania i podrapał się po kolanie.

– Twój brat ma już imię?

– Mercury – rzekł Nazir i uśmiechnął się na myśl o bracie.

– Ładnie. Klasycznie – zauważyła Marina.

– Co ci się tak gęba cieszy? – zapytał Wins. – Chyba ktoś tu będzie dobrym starszym bratem.

– Nawet nie sądziłem, że tak szybko polubię tego smroda –Nazir uśmiechnął się szerzej.

– Jeśli twoja mama jest wyczerpana, to może poleć jej doktora Gobroviza – powiedziała Marina. – Mój tata do niego chodzi, jak ma dużo pracy. Doktor przepisuje mu tabletki, które pomagają, jak ktoś jest osłabiony i senny.

– Chodzi już do kogoś, ale dzięki, będę mieć to na uwadze – rzekł Nazir. – Opowiadałem jej o tych ludzkich ładowarkach, które testowaliśmy, i mówiła, że dałaby za taką wszystko. Powiedziałem, że musi jeszcze chwilę poczekać, bo wchodzą na rynek w przyszłym miesiącu.

– No tak, zupełnie o nich zapomniałam. Te ładowarki były spoko – przyznała Marina. – Dość dobrze się sprawdzały. Są warte swojej ceny. A twój brat? Wszystko z nim w porządku po porodzie?

– Jest zdrowy. – Nazir się rozpromienił. – To naprawdę kochane dziecko, ale daje w nocy w kość. Tym bardziej że widzi w ciemności i ma problem z zasypianiem. Zbyt dużo rzeczy go rozprasza.

– W takim razie nic dziwnego, że twoja mama jest zmęczona – przytaknęła Marina ze zrozumieniem. – Ja byłam na święta w domu. Poszliśmy z tatą na mecz Allana. Od kiedy jest kapitanem, tata jest z niego taki dumny. Puszy się jak paw – zaśmiała się.

– Uważam, że to dziwne, że wszyscy u was chorują – powiedział Wins, który najwyraźniej ich nie słuchał, tylko patrzył, jak Katee tamuje krwotok z nosa za pomocą chusteczek.

– Wszyscy u kogo? – zapytała dziewczyna.

– Wszyscy z Tajnej Sekcji – wyjaśnił Wins. – Bo Katee jest z wami, prawda? – Marina przytaknęła.

– Blaise nie choruje – wyznała.

– Sama mówiłaś, że Paulina twierdzi, że jego organizm nie przyswaja substancji, które wam podają.

– No wiesz, wstrzykują nam kilka razy w tygodniu chemikalia do żył. To może osłabiać nasz organizm. Sądzę, że jesteśmy bardziej podatni na choroby – rzekła Marina.

– A może to te substancje sprawiają, że chorujecie. – W głosie Winsa dało się słyszeć zdenerwowanie.

– Myślisz, że próbują nas zabić? – wyśmiała go. – Nie doszukuj się spisku na siłę.

– Sama mówiłaś, że nie podoba ci się, że nie wiesz, co z tobą robią – irytował się.

– Tak, mówiłam, ale to, że nie podoba mi się, że tak mało wiem o tym, co się dzieje w Tajnej Sekcji, nie oznacza, że uważam, że ktoś próbuje mnie skrzywdzić.

– Ale… – zaczął Wins.

– Ale co? – przerwała mu. – To SOMO, którym rządzi twój idealny Ademaro. Na pewno wszystko jest pod kontrolą. – Marina położyła się, ucinając temat.

Wins dał za wygraną i dołączył do niej, ale po jego minie i odbijających się na twarzy emocjach widziała, że jeszcze wrócą do tego tematu.

– Dzień dobry – powiedział Dmitrij, przeciągając sylaby zbyt długo. – Dziś, po kilku miesiącach intensywnej pracy, jesteście gotowi na nowy rodzaj gry. Gry, która wyłączy waszą świadomość.

– Panie profesorze, są dziś na sali mniej doświadczone osoby – przypomniał Nazir. – Przyszli z innych sekcji.

– Ach tak, wyleciało mi z głowy. Trudno, nowi będą musieli się szybko wdrożyć. Wyłączę świadomość tylko niektórych osób. Część z was pozostanie świadoma, abyście mogli zaobserwować, jak wyłączenie wpływa na gracza. Później się zamienicie. Co więcej, nie dość, że dokonam wyłączeń, to jeszcze wpiszę historię osobom, których świadomość zostanie wyłączona. Co to oznacza? – zapytał Dmitrij, nie licząc na odpowiedź. – Wpisywanie historii polega na tym, że autor gry wymyśla postać i przypisuje jej cechy. Te cechy mogą stać się waszymi. Dla przykładu autor gry tworzy królową, której zmarła mama, kiedy ona była dzieckiem. Królowa lubi słodycze i uwielbia zieloną herbatę. Pragnie pomścić swoja matkę. Jeśli wcielicie się w postać królowej, nabędziecie jej cechy.

– Czy to oznacza, że będziemy lubić słodycze, nawet jeśli w prawdziwym życiu ich nie lubimy, i czuć żądzę zemsty, nawet jeśli poza grą jej nie odczuwamy? – zapytał Wins.

– To zależy od dwóch czynników. Od tego, czy pozostaniecie świadomi w grze, oraz od tego, czy zdecydujecie się te cechy przyjąć.

– Możemy odrzucić cechy postaci? – zdziwił się Nazir.

– Nikt was do niczego nie zmusi. Rozróżniamy cztery przypadki. Pierwsza możliwość jest wtedy, kiedy wchodzicie do gry bez wpisanej historii i z zachowaną świadomością. Pamiętacie Tęczowy Świat? – Uczniowie przytaknęli głowami. – To była właśnie taka sytuacja. Byliście w grze i graliście jako wy. Wiedzieliście, że jesteście w grze, i czuliście się sobą. Druga możliwość to sytuacja, kiedy autor gry nie daje wam historii, ale zabiera świadomość. Bylibyście w grze sobą, zachowywalibyście się tak, jak się zachowujecie, mielibyście te same obawy, co w prawdziwym życiu. Jeśli ktoś się boi węży, to w grze też by się bał. Jedyne, co się zmienia, to fakt, że nie wiedzielibyście, że gracie. Zapomnielibyście o waszym dotychczasowym życiu; wszystko, co się działo, zanim weszliście do gry, zostałoby wymazane z waszej pamięci.

Dmitrij wskazał na Nazira.

– Jeśli oprzeć to na przykładzie Tęczowego Świata, to dajmy na to Nazir myślałby, że ten świat jest realny. Byłby tym samym Nazirem, ale uważałby, że nic poza Tęczowym Światem nie istnieje. Trzecia możliwość to pozostawienie was w stanie świadomym i nadanie wam historii. Wiecie, że gracie, i że macie inne cechy niż naprawdę. Czyli jesteście świadomi, że postać w waszej grze to królowa, która lubi herbatę i chce zemsty. W takiej sytuacji, nawet jeśli w prawdziwym życiu nie lubicie herbaty, w grze raczej będziecie ją lubić. Jednak jesteście świadomi, że to gra, więc możecie swoje emocje i to, co czujecie, kontrolować i łatwo przerwać. Czyli przyjąć lub odrzucić cechy postaci. To do was będzie należał wybór, czy poddać się grze i w pełni wciągnąć się w wymyśloną historię, czy nie. Natomiast gdy zabiorę wam świadomość i dam historię, takiej możliwości nie będziecie mieli. Nie wiecie wtedy, że to gra, więc w pełni zatracacie swoją tożsamość. Będziecie lubić to, co lubi wasz bohater, będziecie czuć to, co czuje wasz bohater. Jego historia stanie się waszą historią. Będziecie myśleć, że jesteście danym bohaterem, który w swoim życiu przeżył różne rzeczy. Na kilka godzin czy dni, zależy, ile będziecie siedzieć w grze, zatracicie własne „ja” na rzecz bohatera z gry. Wszystko jasne? – zapytał.

– Czyli historia to wymyślona przez autora gry przeszłość danego bohatera oraz jego cechy charakteru? – dopytał Wins.

– Tak, w dzisiejszych czasach większość gier ma bohaterów z historią. Inaczej gra jest mało urozmaicona. Jeśli bohater ma historię, możecie poczuć, że nim jesteście. Czujecie złość i żal, które czuje wasz bohater, pamiętacie, co się działo w jego dzieciństwie, mimo że to się nigdy tak naprawdę nie wydarzyło.

– Co z drugą i czwartą opcją? – zapytała Marina. – Jeśli nie będziemy świadomi, że gramy, to jaka w tym frajda?

– Duża, bardzo duża – odparł Dmitrij. – W danej grze możesz się w pełni wczuć w wykreowany świat. Gdy wyjdziesz z gry, zachowasz wspomnienia. To, że nie będziesz świadoma w grze, nie oznacza, że nie będziesz pamiętała tego, co się w niej działo, kiedy z niej wyjdziesz. Rozjaśni się wam to podczas gry. Obserwujcie bacznie siebie i innych. Każdy z was będzie miał dzisiaj wgraną historię, ale część będzie mieć świadomość, a część nie. Przetestujecie grę Spór Mieczy. Jest nas dużo i będziemy grać zespołowo. Jeśli gralibyście sami, moglibyście sobie wybrać, jaką postacią chcecie być i czy ma mieć włączoną świadomość, czy nie. Jednak gracie w grupie, a ja nie chcę, żebyście się kłócili, kto będzie kim. Musimy zachować porządek, więc sam wybiorę postacie dla was. Wydrukuję wam ich opis, abyście się z nim zapoznali. – Dmitrij postukał w klawiaturę i po chwili wyciągał już kartki z drukarki. Rozdał je uczniom.

– Co macie? – zapytał Nazir, gdy odebrał kartę od Dmitrija.

– Ja będę Czarnym Władcą. Mam zachowaną świadomość – odparł Wins.

– Ja będę jakimś biednym kupcem – skrzywił się Nazir. – Też mam zachowaną świadomość.

– Ciemna Dama, siostra Czarnego Władcy – powiedziała Anita.

– Zachowujesz świadomość? – dopytał Wins, a Anita spojrzała na kartkę.

– Tak, zachowuję.

– Ja jestem Żelazną Wojowniczką. Będę pragnęła zabić Winsa. – Marina się zaśmiała. – Tak tu jest napisane. Żelazna Wojowniczka jest zakochana w Żelaznym Królu, a ponieważ Czarny Władca chce pokonać Żelaznego Króla, to ja, w obawie, że zrobisz krzywdę mojemu ukochanemu, będę pragnęła zabić ciebie. Szykuj się, Wins, szybko skończysz grę. Zwłaszcza że mam wyłączoną świadomość, więc będę traktowała to poważnie.

– Kto jest Żelaznym Królem? – spytał Wins.

– Komputer – odpowiedział Dmitrij. – Żelazny Król jest jeszcze niedopracowany i dlatego nikt nie może nim być. Przeczytaliście role? – Spojrzał na nich. – Jeśli nie, to doczytajcie teraz, a ja opowiem wam o grze. To fikcja rozgrywająca się okresie, który może wam przypominać średniowiecze. Dwa rody są ze sobą skłócone. Czarny Lud kiedyś zajmował zamek będący obecnie siedzibą Żelaznego Króla. Ten ostatni podstępem zabił ojca Czarnego Władcy i wypędził Czarny Lud. Syn zabitego króla, czyli Wins, będzie pragnął odzyskać zamek. Czarny Lud ma inne zasady i obyczaje niż Żelaźni Ludzie. Żelaźni są, powiedzmy… niewychowani, brutalni, bez żadnych wartości, do tego są zadeklarowanymi materialistami. Czarny Lud jest nieco lepszy, nie krzywdzi innych bez potrzeby. Widząc, jak Żelazny Król brutalnie włada państwem, Czarny Władca szykuje plan, by jak najszybciej odzyskać tron. Grę można zaliczyć do przygodowo-wojennych. Rozegra się wojna, więc przygotujcie się na to, że trochę się poruszacie i zmęczycie. Dodatkowo gra ma elementy fantastyki, więc spotkacie tam niejedną nietypową postać. Czy wszystko jest jasne? – Nikt się nie odezwał. – To długa gra, więc zamierzam was potrzymać w niej ze dwa, trzy dni. Po tym czasie was obudzę.

– Jeśli ktoś będzie musiał do toalety? – spytała Marina.

– To gra wojenna, więc głupio by było, gdybyś w trakcie bijatyki z innym graczem zniknęła, a za chwilę wróciła, gdy on już będzie w innym miejscu i zacznie się zastanawiać, co się wydarzyło. Dlatego wszystkie potrzeby fizjologiczne załatwiacie w grze. Ale będę czuwał. Gdy zobaczę, że komuś sprawia to ogromny dyskomfort, to go wybudzę.

– Ma pan takie informacje? Że komuś coś sprawia dyskomfort? – zdziwiła się Marina.

– Żeby tylko takie! – zaśmiał się Dmitrij. – Wiem o was wszystko. Musimy nad wami czuwać. Testujecie grę, która ma jeszcze pewne niedoskonałości, więc sprawdzam wszystko, co mogę, żeby nic się wam nie stało. A teraz, jeśli nie ma więcej pytań, połóżcie się wygodnie…

***

Wins obudził się, siedząc na koniu. Za nim jechało setki tysięcy ludzi ubranych w długie ciemne szaty. Jego była jednak najciemniejsza, najdłuższa i najbogaciej zdobiona.

– Czarny Władco. – Mężczyzna z długą siwą brodą podjechał do niego, a Wins od razu go rozpoznał. Był to jego najlepszy doradca. Wins obrócił się i zrozumiał, że zna wiele osób, które za nim jadą. Wie, kim są, co robią, jakie mają upodobania, zna ich przeszłość, pozycję. Pojął teraz, że dzięki wgranej historii ma informacje o tych ludziach. I nie tylko o nich, a też o tych terenach. Dokładnie wiedział, dokąd zmierzają, co znajduje się za wzgórzem, pamiętał też, jak kilka lat temu uciekał przez las, który właśnie mijali. Jak się wtedy bał i jak cudem udało mu się uniknąć pojmania przez armię Żelaznych.

– O co chodzi, Ewaryście? – zapytał Wins.

– Padło dwadzieścia naszych koni, obawiamy się, że zaatakowała je choroba wysokotrawych. To czas, kiedy zbiera największe żniwa. Co, jeśli się rozprzestrzeni? – Ewaryst pogładził się po brodzie.

– Za dwa dni dojedziemy do zamku. Tyle konie jeszcze wytrzymają. Ta choroba nie rozprzestrzenia się aż tak szybko. – Wins sam był zdziwiony, że wie, czym jest choroba wysokotrawych. – Ludzie nie mogą się nią zarazić, więc upieczcie w ognisku zdechłe konie, zjemy je na wieczór. Przyda się nam dodatkowy kawałek mięsa.

– Dobrze, Czarny Władco – odparł Ewaryst. Zanim odjechał, Wins go zatrzymał.

– Pamiętaj, co ci mówiłem. Gdy podjedziemy do zamku, udaj się na tyły, a w razie niebezpieczeństwa uciekaj.

– Czy nie zostanę uznany za tchórza?

– Nie, jesteś stary. Zabiliby cię w pierwszej kolejności. A poza tym na nic się zdasz podczas bitwy, nie potrafiłbyś nikogo zabić. Po pierwsze nie potrafisz władać mieczem. Po drugie brzydzisz się zabijania. Nie mógłbyś się przełamać nawet w obliczu wroga. To, co stanowi o twojej sile i jest twoją ogromną zaletą, to twój płodny umysł. Nikt z nas nie jest tak mądry i wyedukowany jak ty. Musisz przetrwać, rozumiesz? Jeśli uda nam się odzyskać tron, ktoś musi kształcić przyszłe pokolenia i przekazywać im mądrość. Ktoś musi wspierać kolejnego władcę. Bez ciebie Czarny Lud nie zajdzie daleko. Dlatego uciekaj i nie bój się miana tchórza. To jest mój rozkaz, nie prośba.

Wins obrócił się i spojrzał na swój lud.

– Podaj mi flagę – powiedział do Ewarysta i po chwili trzymał już w dłoniach drzewce z powiewającą czarną flagą z białym symbolem w kształcie księżyca. Uniósł ją wysoko. Gdy to uczynił, Czarny Lud wydał z siebie radosny okrzyk. – Na chwałę Czarnego Ludu! – wrzasnął Wins. – Tym razem wygramy – dodał ciszej.

Gwizdnął i dwa czarne jak smoła smoki pojawiły się na niebie. Były tak wielkie, że gdy przeleciały nad nimi, zrobiło się ciemno, jakby zapadła noc.

– Bez koni sobie poradzimy, zawsze możemy iść na nogach, ale bez nich nie mamy szans.

– Żelaźni Ludzie też mają swoje – odezwał się Ewaryst.

– Swoje smoki? To niemożliwe – zaprzeczył Wins. – Wykluły się tylko dwa i oba należą do mnie.

– Nie mówiłem o smokach – zaprzeczył Ewaryst. – Tylko o bestiach. Chodzą słuchy, że są zaopatrzeni w wielkie stwory o kłach potrafiących przebić kilka koni naraz.

– Niby skąd mieliby takie mieć? – odrzucił tę wizję Wins. – To tylko plotki, które rozsiewają, aby nikt ich nie zaatakował.

– A co, jeśli to prawda? – dopytywał Ewaryst. – Oni wiedzą, że mamy smoki. Mogą się jakoś przygotować. Dobrać odpowiednią taktykę. My nie mamy pojęcia, z czym będziemy się mierzyć. Ich bestie mogą nas przerosnąć.

– Nic nie może się równać z naszymi smokami – stwierdził Wins. – Każda inna bestia się ich zlęknie. Nawet gdyby Żelaźni mieli swoje stwory, nie stanowią one dla nas zagrożenia.

Przerwała im kobieta, która zbliżyła się na swoim rumaku.

– Witaj, Czarny Władco. – Anita początkowo chciała przywitać się przez „hej”, ale wgrana historia wpływała na jej zachowanie, więc dokonała innego wyboru.

Wins się zaśmiał, a Anita mu zawtórowała.

– Jaki elegancki język – zauważył. – Jak znosisz niepomalowane paznokcie i brak koloru różowego?

– Nie ukrywam, że gdy zobaczyłam, jakie są brudne i połamane, początkowo przeżyłam szok. – Anita się skrzywiła i udała, że wymiotuje. – Jeszcze większym szokiem było dla mnie, gdy zobaczyłam, że nie mam lewej nogi.

– No tak, Żelaźni ci ją pokaleczyli, gdy napadli na zamek. Nadawała się tylko do amputacji.

– Czułam się dziwnie. Mieszały się we mnie moje emocje i emocje mojej bohaterki. Początkowo opierałam się i nie podobało mi się tu, ale później stwierdziłam, że Dmitrij mówił o dwóch dniach. Tyle wytrzymam. Odpuściłam swoje emocje i zaczęłam poddawać się grze. Teraz nawet takie paznokcie mi się podobają, niepomalowane.

– Doprawdy? – zaśmiał się Wins. – Zadziwiasz mnie, siostro.

– Daj spokój z tą siostrą. Czuję się nieswojo.

– Ja też – przyznał Wins.

– Długo jeszcze będziemy jechać do zamku? – spytała Anita.

– Maksymalnie dwa dni. Powinniśmy dotrzeć późnym wieczorem.

– Dwa dni? – zdziwiła się. – Za dwa dni mamy się obudzić.

– Pewnie Dmitrij obudzi nas po bitwie – odrzekł Wins.

– Szkoda, nie zdążymy się nacieszyć zamkiem, gdy ich pokonamy – posmutniała. – Mówisz, że dotrzemy na wieczór?

– Nawet w nocy – sprecyzował Wins. – Lepiej dla nas. Nie będą nas widzieć, gdy się ściemni.

– Boisz się walki? – spytała Anita.

– Sam nie wiem, na razie czuję wielką chęć odzyskania tronu, ale jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało. Myślisz, że walka będzie bardzo realistyczna?

– Trudno powiedzieć, ale podejrzewam, że tak. – Anita wskazała na swoją sztuczną nogę. – Mogą być ofiary. To wszystko jest bardzo realistyczne. Ja, ty, las, smoki.

– Nie o to mi chodziło – powiedział Wins i nachylił się do Anity. – Nie chodzi mi o to, czy będą ofiary, bo zapewne będą, ale o to, jak to rozwiążą graficznie. Czy twórcy gry postanowili pokazać nam krew i flaki, czy może jak się kogoś zrani, pojawi się czerwona plama? Może pominą drastyczne elementy.

– Wolałabym uniknąć widoku ludzkich wnętrzności.

– Co, jeśli przestrzelą smoka i spadnie na nas deszcz jego flaków?

– Deszcz flaków?! Fuuuj. – Anita złapała się za usta. – Nie wiem, czy zwymiotować, czy podziwiać cię za to poetyckie porównanie. Tak czy siak, obrzydzasz.

Zaśmiali się oboje.

– Może zrobią tak jak w Tęczowym Świecie. Gdy ktoś umrze, zniknie, a na jego miejscu pojawią się cukierki – powiedziała Anita.

– Wątpię, żeby tak było. – Wins się uśmiechnął, ale Anita uznała, że nie był to szczery uśmiech. Widocznie nieco się bał.

Anita uderzyła go w dłoń.

– Poczułeś to?

– Tak, ale minimalnie.

Uderzyła mocniej.

– A to?

– Tak samo jak tamto – wyznał.

– Czyli masz tak jak ja. Sprawdzałam wcześniej na sobie. Zostawili czucie, ale tylko do określonego progu. Podejrzewam, że podczas bitwy będziemy coś czuć, ale nie będzie to ból.

– Gdy dojedziemy do miasta, muszę spotkać się z zaprzyjaźnionym kupcem – szepnął do niej Wins, jakby to była tajemnica.

– Po co? – zapytała Anita.

– Ma dostarczyć mi trujący eliksir. Gdy zamoczę w nim strzałę i wystrzelę w kierunku zamku, roztoczy nad nim trującą chmurę. Zanim zaatakujemy, osłabi to Żelaznych Żołnierzy.

– Skąd wiesz, że cię nie oszuka? – spytała Anita. – Teraz nie wiadomo, komu ufać. Jeśli wystrzelisz strzałę, która nie zadziała, zdradzimy się. Będziemy daleko od zamku i Żelaźni zdążą się przygotować.

– Ufam mu, to Nazir – odparł Wins.

– Nazir nie jest już twoim kolegą, tylko postacią z gry. Nie możesz być go pewien.

– Komuś muszę zaufać – stwierdził Wins. – A on pomagał mi wielokrotnie.

– To nie pierwszy raz? – zdziwiła się Anita.

– Nie. Jesteś moją sios… – Wins ugryzł się w język. – Jesteś Ciemną Damą i mówię ci wiele, ale nie wiesz wszystkiego. Ten kupiec pomógł mi pomścić ojca. Częściowo. Nie udało mi się jeszcze odzyskać żelaznego tronu, ale zgładziłem Fotyna, człowieka z naszego rodu, który pomógł Żelaznemu Królowi wtargnąć do zamku. Był bardzo blisko naszego ojca i go zdradził. Wskazał tajne przejścia Żelaznemu Królowi. Ponadto odwracał uwagę ojca, gdy Żelaźni zbliżali się do zamku, przez co ojciec nie zareagował w porę.

– To twoja sprawka?! – zdziwiła się Anita. – Myślałam, że Fotyn zmarł na skutek ukąszenia przez jadowitego węża.

– Tak to upozorowałem – powiedział Wins. – Dzięki Nazirowi, to znaczy kupcowi, udało mi się załatwić jeszcze kilka innych spraw. Więc liczę, że uda się i tym razem. Jedyne, co zaprząta mi głowę, to Żelazna Wojowniczka.

– Marina? – dopytała Anita. – Dlaczego akurat ona?

– Będzie miała wyłączoną świadomość. Nie będzie się w żaden sposób hamować, a dodatkowo zamierza mnie zabić. Jak mam walczyć z dziewczyną? Przecież jej nie oddam ani jej nie zaatakuję.

– To gra. Nawet nie czujemy bólu – powiedziała Anita.

– Nie będę walczył z dziewczyną – oburzył się Wins. – Wartości, które noszę w sobie, nie pozwalają mi na to. Jeśli mam walczyć z Mariną, to już wolę przegrać.

– Te wartości, które masz wgrane, czy te, które wyznajesz w prawdziwym życiu? – dopytała Anita.

– Te prawdziwe – stwierdził Wins.

– Czyli oparłeś się grze – odparła Anita. – Bo w mojej historii, z tego, co pamiętam, nie przejmowałeś się tak bardzo, czy walczysz z kobietą, czy z mężczyzną.

– To cecha, którą znacząco różnimy się z Czarnym Władcą, i zdecydowałem, że ją odrzucę.

– W takim razie ja będę cię ochraniać – powiedziała Anita. – Nie pozwolę ci przegrać gry. Skoro mam przez dwa dni mieć brudne paznokcie, to niech chociaż będą z tego jakieś korzyści. Gdy Marina się pojawi, stanę do walki.

– To wojowniczka – powiedział Wins. – Jest bardzo dobra w walce.

– Ja jestem za to wściekła, że się tak poświęcam, a ty chcesz przegrać – powiedziała Anita. – Kobiety wściekłe są bardziej niebezpieczne niż jakieś tam wojowniczki.

Wins nabrał powietrza do ust i powoli je wypuścił.

– Ewaryście, niedługo dotrzemy do rzeki. Dajmy koniom się napić, a ludziom odpocząć. Idziemy już długo. Poinformuj Czarny Lud, że zboczymy na moment z trasy.

– Oczywiście – powiedział mężczyzna i odjechał.

Anita zaczęła rozglądać się nerwowo.

– Coś się stało? – zapytał Wins.

Gdy nie odpowiedziała, Wins spojrzał w kierunku, w którym przed chwilą patrzyła, po czym znów na nią, ale jej już nie było. Koń jechał sam, bez właścicielki. Wins podjechał od drugiej strony, by sprawdzić, czy nie spadła. Wiedział jednak, że to mało prawdopodobne. Ciemna Dama jeździła konno od dziecka.

– Ciemna Damo, gdzie jesteś? – zapytał rozgorączkowany. – Ciemna Damo?! – krzyknął.

– Jakiś problem, Czarny Władco? – zapytał jeden z poddanych jadący za nim.

– Widziałeś, co się stało z Ciemną Damą? – zapytał Wins. – Jej koń jedzie sam.

– Nie, przykro mi. Nie patrzyłem – odparł zapytany.

– Niech to szlag – zirytował się Wins. – Pojedź do Ewarysta i powiedz mu, że Ciemna Dama zniknęła – rozkazał Wins.

– Nie zniknęłam – odparła Anita, która z powrotem siedziała na koniu.

– Gdzieś ty była? – zapytał podirytowany Wins.

– Dmitrij mnie wybudził – odparła. – Powiedział, że leżałam w pozycji nieodpowiedniej dla kręgosłupa. Kazał mi się inaczej ułożyć i okrzyczał mnie, że nie dbam o własne zdrowie.

– Naprawdę? – roześmiał się Wins. – Nie rób tego więcej. Nie znikaj tak. Myślałem, że coś ci się stało albo ktoś cię porwał.

Anita również się zaśmiała i skierowali się w stronę rzeki.

***

Marina weszła do sali, gdzie ucztowano. Usiadła przy jednym z wielu stołów i nałożyła na talerz solidną porcję mięsa. Przeczesała dłońmi swoje splecione włosy.

– Gdzie byłaś? – zapytała dziewczyna, która się do niej dosiadła. Ledwo mogła się poruszać w swojej niebieskiej sukni z gorsetem.

– Nie chcesz się przerzucić na coś wygodniejszego? – mruknęła Marina.

– Nie mogę – rzekła dziewczyna i odgarnęła długi warkocz na bok. Tylko wojowniczki mają przywilej chodzenia w wygodniejszych sukniach albo w spodniach.

W tym momencie do sali wszedł Żelazny Król i zasiadł na tronie. Marina westchnęła z zachwytu.

– Jest taki cudowny – rzekła.

– Żelazna Wojowniczko, musisz odpuścić – zaśmiała się dziewczyna. – Nie jest ci przeznaczony. W tym świecie wojowniczki nie wychodzą za królów. W ogóle za nikogo nie wychodzą. Służą państwu.

– Czy nie możemy zrobić wyjątku? – posmutniała Marina. – Śnię o nim po nocach. Nigdy nie widziałam przystojniejszego i bardziej mężnego mężczyzny. Jest odważny, dobry i dzielny.

– W zeszłym tygodniu spalił domy wdów i ich dzieci za kradzież warzyw. Zagroził, że następnym razem poderżnie im gardła – rzekła dziewczyna. – Czy można go nazwać dobrym?

– Król musi czasami ukarać kogoś dla przykładu – broniła go Marina. – Inaczej nikt by go nie szanował.

– To były wdowy, których dzieci umierały z głodu! Mężowie tych kobiet polegli w walce, dzięki nim teraz siedzimy w tym zamku. Mógł wymierzyć im łagodniejszą karę.

– Jak możesz kwestionować decyzje króla? – Marina popukała się w czoło. – Roesia, oszalałaś? Jak ktoś cię usłyszy…

– To co? Zabiją mnie? Wszystko mi jedno. Czasami lepiej zginąć, niż całe życie milczeć.

– Mówisz, jakby był tyranem, a przecież robi dla nas tyle dobrego – zdziwiła się Marina, a Roesia tylko pokręciła wymownie głową. – A to kto?

Obok króla zasiadła młoda dziewczyna, której Marina wcześniej nie widziała.

– To córka Bazylidesa, władcy zaprzyjaźnionego rodu Wędrownych – rzekła Roesia.

– O nie… – Marina zasłoniła dłonią usta, przeczuwając, jakie wieści ma dla niej przyjaciółka.

– Niestety – rzekła Roesia, a Marina wypuściła kawałek mięsa, który trzymała w dłoni. – To jego potencjalna przyszła żona. Dziś mają sprawdzić, czy się sobie spodobają. Zresztą, to nie o nich chodzi, ale o wpływy. Połączenie rodów Żelaznych i Wędrownych to dla nas wielkie możliwości. Żelazna Wojowniczko, nie zamartwiaj się tak. – Roesia pogłaskała Marinę po przedramieniu, by ją pocieszyć. – Naprawdę chciałabyś zostać królową? Nosić sukienki, siedzieć u boku męża i ładnie się uśmiechać? To niezgodne z twoją naturą. Pragniesz walczyć, być wolna.

– Dla Żelaznego Króla byłabym w stanie zmienić marzenia – jęknęła Marina. – Czemu ona się tak do niego przymila?

– Pewnie pragnie zdobyć jego serce – rzekła dziewczyna. – Jest ostatnią niezamężną córką z rodu Wędrownych, a nie jest już taka młoda. – Roesia odgarnęła kosmyki włosów z twarzy Mariny. – Może się przejdziemy? Lepiej będzie, gdy zajmiesz głowę czymś innym.

Marina ugryzła kawałek mięsa, który wcześniej upuściła, i wyszła za koleżanką z sali.

– A co u ciebie? – spytała Marina. – Długo się nie odzywałaś.

– Po śmierci ojca musiałam dopełnić wielu formalności. Przede wszystkim musiałam nauczyć się płakać na zawołanie. Długo ćwiczyłam przed lustrem.

– Nie jest ci ani trochę przykro? – spytała Marina.

– Nic a nic. Był tyranem – rzekła dziewczyna. – Prawdę powiedziawszy, ucieszyłam się, gdy się dowiedziałam, że umarł. Pomyślałam wtedy, że już nigdy nie skrzywdzi matki.

– Jak zginął? – spytała Marina.

– Ukąsił go wąż. To śmieszne, przeżył tyle wojen, a zginął od ukąszenia węża. Tyle że teraz boimy się z matką o własną pozycję. Nie jesteśmy Żelaznymi. Pochodzimy z Czarnego Ludu…

– Ciii. – Marina przyłożyła palec do ust. – Nie tak głośno, głupia, jeszcze ktoś usłyszy. Najważniejsze, że nikt oficjalnie o tym nie wie.

– Ludzie i tak plotkują. Co z tego, że ojciec pomógł królowi zdobyć zamek. Po jego śmierci jesteśmy traktowane jak gorszy gatunek. Mama ma problem ze znalezieniem pracy. Traktują ją jak trędowatą. Gdy ojciec żył, nikt nie pozwalał sobie na takie uwagi. Teraz jest wdową, a wiadomo, jak traktuje się tu kobiety bez mężczyzn. Jak nic niewarte śmieci. Jest już starsza, niedołężna. Zresztą ojciec przyłożył rękę do jej niedołężności. I określenie „przyłożył rękę” świetnie tutaj pasuje. Więc, jak mówiłam, nie widzę powodu, by być cicho, i tak podejrzewają, że nie jesteśmy tutejsze. Nie mają tylko pojęcia, że pochodzimy z Czarnego Ludu, bo wtedy zakatrupiliby nas od razu, ale wyczuwają, że nie jesteśmy Żelazne.

– Wyczuwają, ale nie mają pewności – odrzekła Marina. – To spora różnica. Więc nie rozpowiadaj, że jesteś z Czernego Ludu, bo długo nie pożyjesz. Mogę załatwić ci pracę u mojego brata w sklepie. Dopiero otworzył nowy, potrzebuje dziewczyny do sprzedawania.

– Jeszcze jeden sklep? – zdziwiła się dziewczyna.

– Zawsze miał łeb do interesów – przyznała Marina.

– Naprawdę mogłabyś mi załatwić pracę u brata? – dopytała Roesia, a jej głos nabrał innej barwy. Bardziej radosnej.

– Myślę, że nie będzie problemu, tym bardziej że zawsze cię lubił. Nawet bardzo. Sądzę, że mu się podobasz.

Roesia zarumieniła się.

– Praca wiele by mi ułatwiła. Mama mogłaby zostawać w domu.

– Pogadam z bratem, jak tylko wrócę – powiedziała Marina.

– Jesteś dla mnie taka dobra. Czym sobie na to zasłużyłam? – zapytała Roesia.

– Wiesz czym. Uratowałaś mi życie. Takiego długu nie da się spłacić.

– Nałożyłam ci tylko mieszankę ziół, którą znalazłam w domu – odrzekła Roesia.

– To wystarczyło. – Marina pokręciła głową, dając do zrozumienia, aby Roesia się z nią nie kłóciła. – Odkaziłaś ranę i dzięki temu mogę teraz z tobą rozmawiać. Byłyśmy dziećmi, gdy spadłam z murku wprost na trujące tulisy. Gdybyś nie zareagowała w porę…

– Od zawsze uważałam, że powinni powycinać te krzaki – zaperzyła się Roesia.

À propos murku, chcesz się powspinać jak za starych, dobrych czasów? – spytała Marina.

– Oszalałaś, w tej kiecce? – zaśmiała się Roesia.

– Pomogę ci. – Marina się uśmiechnęła i chwyciła dziewczynę za rękę.

– Nie musisz – odparła Roesia. – Spróbuj tylko dotrzymać mi tempa, bo czuję, że nawet w sukience cię przegonię. Która ostatnia, będzie musiała wykąpać się w błocie!

– W takim razie szykuj się na kąpiel ze świniami – odrzekła wesoło Marina.

Zaczęły wdrapywać się na mury zamku. Początkowo szły dość równo, ale w połowie Marina wyprzedziła przyjaciółkę. Gdy dotarły na szczyt, Marina krzyknęła głośno:

– Pierwsza!

Roesia usiadła koło niej chwilę później.

– Wygrałaś, ale minimalnie. W dodatku miałaś spodnie.

– Niech będzie. Tym razem ci odpuszczę – skwitowała Marina i zachrumkała.

– Uwielbiałam tu z tobą przychodzić, jak byłyśmy młodsze – wyznała Roesia i rozciągnęła się na murku, kładąc nogi na udach Mariny. – Niebo z tego miejsca jest takie piękne.

– Patrz! – krzyknęła Marina. – Spadająca gwiazda. Szybko, myśl życzenie!

– Yyy… sama nie wiem – odparła Roesia. – A twoje?

– Ja chcę wyjść za króla. – Marina zamknęła oczy i przycisnęła dłonie do serca. Roesia głośno westchnęła, po czym zbladła.

– To… to… – zająknęła się. – To chyba nie jest spadająca gwiazda.

– A niby co? – Marina zmrużyła oczy, by dokładniej się przyjrzeć nocnemu niebu.

– Leci zbyt nisko, jak na gwiazdę. To chyba…

– To strzała! – krzyknęła Marina, a jej oczy powiększyły się w wyrazie zdumienia. – Z ogniem na końcu!

Strzała przeleciała nad murem i uderzyła w jeden z budynków.

– Nie widać wojsk. Nie widzę, aby Żelazna Armia miała ćwiczenia.

– Może okoliczne dzieci robią sobie żarty – wzruszyła ramionami Roesia.

– Nie naraziłyby się na wychłostanie – odparła Marina. Obie spojrzały na strzałę, z której zaczął wydobywać się biały, gęsty dym.

– Myślisz, że powinnyśmy o tym komuś powiedzieć? – zapytała Roesia.

– Ale komu? Nie będziemy zaprzątać głowy króla śmiesznym incydentem.

Dym zaczął się unosić i rozprzestrzeniać w błyskawicznym tempie. Ludzie wybiegali z domów, dusząc się. Marina zobaczyła, jak w innym miejscu spada kolejna strzała z białym dymem, a potem kolejna i jeszcze jedna. Spojrzała ponownie w stronę lasu. Nikogo nie dojrzała. Chociaż coś jakby pysk konia mignęło jej zza jednym z drzew. Wytężyła wzrok i nagle cały las przesunął się do przodu, tysiące żołnierzy na koniach zaczęło galopować w ich stronę, a dwa smoki wyłoniły się zza chmur.

– Marina! Trzeba ostrzec króla! – krzyknęła Roesia.

Marina zaczęła schodzić z muru i poczuła, jak do jej płuc przedostaje się trująca substancja. Kaszląc, łapała się coraz niżej ułożonych cegieł. Dym stawał się nie do zniesienia, a od braku tlenu kręciło jej się w głowie. Próbowała walczyć, ale organizm już się poddał. Poczuła, jak puszcza się muru, spada i uderza o ziemię. Biały dym przysłonił jej oczy. Dyskomfort, jaki czuła przy oddychaniu, zaczął być przyjemny. Biały kolor kojarzył jej się z czystą pościelą i miękkim łóżkiem. Docierało do niej coraz mniej dźwięków, a może to nie ona słyszała ich coraz mniej, tylko ludzie przestali je wydawać. Może tak jak ona zaczęli dostrzegać piękno unoszącego się dymu. Zamknęła oczy, wiatr rozwiał jej włosy i dała się uwieść magicznemu eliksirowi kupca.

***

– Wins! – krzyknęła Anita. – Armia nie może sforsować bramy!

– Brałem to pod uwagę, w końcu mieszkaliśmy w tym zamku. Wiem, że brama jest wręcz niezniszczalna. Właśnie dlatego, aby odebrać tron ojcu, potrzebowano podstępu. Nikt nie dałby rady wedrzeć się do zamku. Na szczęście eliksir już działa. Mamy czas, zanim Żelaźni się wybudzą. Niech ludzie zaczną wspinać się po murach, a my spróbujemy otworzyć bramę od wewnątrz.

Wins gwizdnął i jeden ze smoków, który właśnie wypuścił strumień ognia w kierunku baraku z asortymentem obronnym, obrócił się i skierował w jego stronę.

– Myślisz, że spali ich broń? – spytała Anita.

– Najtańszą na pewno. Tej lepszej nie da rady. To Żelaźni. Mają swoje sposoby na produkcję niezawodnych zbroi. Ale będą gorące. Bardzo gorące. Metal się nagrzeje i trudno im będzie używać takiego asortymentu.

Smok wylądował koło nich. Jego szare oczy nie miały źrenic. Wyglądało to, jakby był ślepy, lecz to tylko pozory. Zwierzę miało doskonały wzrok. Jego pazury były tak długie, jak tułów Winsa, a łuski wielkości jego dłoni.

Czarny Władca chwycił mocno skórę smoka i wdrapał się na jego grzbiet.

– Wskakuj! – krzyknął i podał Anicie rękę, której nie przyjęła. Sama, mimo sztucznej nogi, wdrapała się na grzbiet smoka. Wins poczuł, jak ciężkie cielsko potwora wzbija się w górę. Masywne skrzydła smoka uderzały o powietrze, wywołując nieprzyjemny odgłos.

Wzlecieli ponad chmury i przelecieli przez mury zamku. Wins klepnął smoka po szyi i ten zaczął lądować. Gdy zsiedli z grzbietu, od razy pobiegli w kierunku bramy.

– Zmienili zabezpieczenia – powiedziała Anita, gdy po kilku próbach nie udało im się nic wskórać.

– Nie zmienili – zaprzeczył Wins. – Tylko dodali nowe. Musimy zdobyć klucze. Na pewno trzymają je w skrytce u góry. Tam gdzie ojciec przechowywał wszystkie cenne przedmioty. Wiem, jak otworzyć skrytkę, więc nie powinno być problemu.

– A co, jeśli nie wszyscy ludzie zemdleli? Dym mógł nie dostać się do szczelnie zamkniętych partii zamku. Gdy nas rozpoznają, nikt nam nie pomoże. Czarny Lud jest jeszcze przed murami zamku – zauważyła Anita.

– Będziemy musieli być ostrożni. Założę na siebie szatę tego mężczyzny, a ty narzuć na siebie ubrania tamtej dziewczyny.

Wins ściągnął szatę z mężczyzny, który zemdlał przed swoim domem, a Anita założyła ubrania kobiety leżącej nieopodal. Przebiegli przez dziedziniec i otworzyli drzwi zamku. Wbiegli do sali, w której przed chwilą ucztowano. Ludzie leżeli na stołach, a ich głowy znajdowały się w talerzach.

– Patrz! – Wins wskazał na sygnet jednej z osób. – To nie jest sygnet rodu Żelaznych.

– A kogo? – spytała Anita.

– To sygnet Wędrownych – wyjaśnił.

– Myślisz, że go ukradli? – spytała Anita.

– Myślę, że Wędrowni przyjechali do zamku w odwiedziny. Pewnie chcą wydać swoją córkę za mąż.

– Fatalnie – powiedziała Anita. – Z pewnością przyjechali tutaj z częścią swojego wojska. Będzie ich więcej.

Wins zmarszczył czoło.

– Chodźmy na górę – zadecydował.

Gdy wbiegali po schodach, usłyszeli, jak ktoś majaczy. Starszy mężczyzna czołgał się po stopniach. Miał bluzkę przyłożoną do twarzy. Wypowiadał pojedyncze słowa i zdawał się nie mieć kontaktu z rzeczywistością.

– Mówiłam ci! Ten oddychał przez bluzkę i nie zemdlał do końca – przestraszyła się Anita. – Z innymi też tak może być.

– Co z tego, że nie zemdlał? Nie jest świadomy tego, co się dzieje. – Wins stanowczo odrzucił czarny scenariusz. – To nie problem, jeśli nie zemdlał do końca. Gorzej, jeśli zaczął się wybudzać. Nie wiem, jak długo ten dym będzie działać.

Wbiegali coraz wyżej, aż zauważyli wejście do niewielkiego pokoju.

– To tutaj, jestem pewien – uradował się Wins i wszedł do środka.

 Uklęknął przed szufladą biurka, wyciągnął dłoń i zamknął oczy, a Anita usłyszała, jak szepta coś po łacinie. Z jego dłoni zaczęły wyrastać białe łodygi z kolcami, które przeszły przez dziurkę do klucza. Usłyszeli charakterystyczny dźwięk przekręcanego zamka i szuflada się otworzyła. Wins szarpnął za nią i przejechał dłonią po wnętrzu.

– Nic tu nie ma – rzucił zdziwiony.

– Na pewno? – spytała Anita. – Żadnych kluczy? Może głębiej? Sprawdź dokładnie.

Wins ponownie przejechał dłonią po dnie szuflady.

– Nic – odparł.

– Gdzie mogliby to schować? Przecież to idealna kryjówka. Tylko prawowity dziedzic tronu może ją otworzyć, ewentualnie osoba, która na nim zasiada. Czyli albo ty, albo Żelazny Król. Prawdopodobieństwo, że sam się tutaj zakradniesz, było znikome, więc dlaczego mieliby szukać innej kryjówki? Klucze muszą tam być!

– Ale ich nie ma – odrzekł Wins, a Anita złapała się za czoło i posmutniała.

– To jak otworzymy bramę? Nie będziemy przecież przeszukiwać całego zamku. To by zajęło wieki. – Wyjrzała przez okno. Widziała, jak Czarny Lud wspina się po murach i jak część z ludzi przedostaje się do zamku. Wins podszedł do niej.

– Pozostaje nam czekać, aż wszyscy przejdą – rzekł.

Anita pokręciła głową z niedowierzaniem.

– Żelaźni za chwilę się wybudzą. Ich wojska połączone z wojskami Wędrownych zaczną zabijać naszych ludzi, którzy weszli do środka. To będzie jak pułapka.

– Którą sami na siebie ściągnęliście – powiedział mężczyzna, który właśnie wszedł do pokoju. Wins rozpoznał go po charakterystycznej bliźnie na twarzy. Był to jeden z doradców Żelaznego Króla. – Myślałeś, że zostawimy klucze w miejscu, do którego masz dostęp? Bylibyśmy głupcami.

– Jak to możliwe, że już się ocknął? – spytała Anita Winsa szeptem.

– Nie ocknąłem się – odpowiedział mężczyzna, który dosłyszał pytanie. – Po zapoznaniu się Żelaznego Króla i jego przyszłej żony poszliśmy na górę, by się cieszyć, że młodzi przypadli sobie do gustu i dwa wielkie rody się połączą. Dym nie przedostał się do najwyższej wieży zamku, a tam właśnie siedzieliśmy. Uśpiliście prawie cały zamek, ale nie udało wam się uśpić najważniejszych osób. Z takiej wieży są świetne widoki. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem głupców wyjeżdżających z lasu, którzy proszą się o śmierć!

– Cały zamek jest uśpiony – rzekł Wins. – Nasi ludzie wdzierają się do środka, wasze wojsko śpi, a większość waszych zbroi została zniszczona przez ogień smoków. A ty twierdzisz, że prosimy się o śmierć?

– Owszem, brzmi to dla nas bardzo niekorzystnie, ale dym najwyraźniej nie działa na bestie, które Żelazny Król przed chwilą wypuścił. Jesteś zdziwiony, Czarny Władco? – zaśmiał się mężczyzna. – Widać to po tobie. Myślałeś, że to plotki? Będzie przykro patrzeć, jak nasze bestie sieją spustoszenie, a cały Czarny Lud ginie. Sami tego chcieliście, trzeba było nie atakować silniejszych.

Mężczyzna wydał z siebie jęk, jakby coś go zabolało, a Wins zdał sobie sprawę, że chce w ten sposób zwrócić jego uwagę na to, co się dzieje za oknem. Wins wyjrzał na dziedziniec i zobaczył, jak stwór przypominający gigantyczną pumę skacze z wieży i rzuca się na przelatującego obok smoka. Jego kły wbiły się w skórę smoka, ten zaś uderzył atakującą go bestię ogonem. Oszołomione zwierzę puściło smoka i spadło z kilkudziesięciu metrów z hukiem na ziemię. Wins skrzywił się, patrząc na ranę zadaną jego stworowi. Odwrócił się i rzekł chłodno:

– To ma być bestia? Już ledwo zipie. Spadek z takiej wysokości z pewnością połamał jej kości. Moje smoki poradzą sobie z nią bez problemu.

– Z jedną tak, ale gdy będzie ich setka, to zdecydowanie nie będzie tak łatwo. – Na twarzy Winsa dało się zauważyć szok, którego nie zdołał ukryć. –Tak, Czarny Władco, jest ich równa setka. No, teraz dziewięćdziesiąt dziewięć. – Mężczyzna popatrzył na bestię, która spadła. – A was… mógłbym zabić, ale po co? Zwiążę was i ustawię twarzą do okna. Jestem wyjątkowo hojny. Daję wam najlepszy punkt widokowy na naszym zamku, po to, abyście mogli oglądać, jak przegrywacie.

Mężczyzna wyciągnął miecz oraz sznur i zbliżył się do nich. Anita kopnęła stolik, który wpadł wprost pod jego nogi. Mężczyzna przewrócił się i zaklął. Miecz wypadł z jego dłoni. Wins chwycił go i wraz z Anitą wybiegli z pomieszczenia.

– Trzeba znaleźć króla – wydyszał Wins, gdy zbiegali po schodach. – To jedyny sposób, by wygrać walkę.

– Chcesz go zabić? – spytała Anita.

– Muszę. Jeśli zabijemy króla, zmniejszy to morale Żelaznego Ludu. Nie będą mieli, dla kogo walczyć, i opadną z sił. Tak szybciej się poddadzą.

– To konieczne? Żelazny Król jest z pewnością obstawiony strażnikami. Nie wiem, czy sobie poradzimy.

– Wątpię, żeby ktokolwiek go teraz pilnował. Nawet jego doradca przyszedł nas pojmać sam. Nie mają ludzi. Zapewne tylko garstka osób wybrała się z nim i jego przyszłą żoną na górę. Inni są pod działaniem dymu.

– Ale już niedługo – przypomniała Anita.

– Dlatego musimy się spieszyć. Tak jak ty wolałbym tego uniknąć, ale pokrzyżowali nam plany. Nie możemy otworzyć bramy, Żelaźni mają swoje bestie, doszli też dodatkowi przeciwnicy, czyli Wędrowni. Nie byłem na to przygotowany.

– Jak myślisz, jest w swojej komnacie? – spytała Anita.

– Z pewnością nie. Nie ma kto go pilnować, więc zostało mu jedynie dobrze się ukryć. Jakie jest ostatnie miejsce, gdzie byś go szukała?

– Na polu bitwy? – powiedziała Anita, a Wins się zaśmiał.

– Fakt, jest tchórzliwy, ale chodzi mi o miejsce, w którym czułby się bezpiecznie.

– Mówisz o oddziale zakaźnym? Tam gdzie przybywają wszyscy śmiertelnie chorzy?

– Myślę, że właśnie tam się skrył – potwierdził. – Nawet żołnierze niechętnie tam wchodzą. Wolą zginąć szybko w walce, niż męczyć się i konać miesiącami.

– Przecież król też może się zarazić – zauważyła Anita. – Dlaczego miałby ryzykować?

– Nie ma wyjścia. Prawdopodobieństwo, że się zarazi, jest jak pięćdziesiąt do pięćdziesięciu. Może tak, może nie. Gdyby został w zamku, zginąłby na pewno. Jak twoja noga? – Wins spojrzał z troską na sztuczną nogę Anity, którą założyła przed walką.

– Na razie działa jak prawdziwa. Choć wrzyna mi się w skórę nad udem i to boli.

– Wytrzymasz?

– Będę musiała. – Anita się skrzywiała.

– Obiecuję, że jak wygramy, będę ci oddawał moje kanapki z łososiem na każdym śniadaniu.

– Trzymam cię za słowo.

Pobiegli w kierunku oddziału zakaźnego. Widzieli, jak smoki przelatują nad nimi i walczą z bestiami. Wiele pum leżało martwych na ziemi, ale smoki również mocno oberwały. Miały powyrywane łuski i poranioną skórę na pysku. Ludzie walczyli pod murem. Żelaźni, którzy się wybudzili, nie mieli zbroi, więc byli podatni na zranienia, ale za to w połączeniu z Wędrownymi nadrabiali ilością. Było ich znacznie więcej niż Czarnych.

– Ciężko powiedzieć, kto wygrywa, kto przegrywa – zauważyła Anita.

– Szanse są wyrównane. Żelaźni zaczęli się budzić, ale są wciąż oszołomieni – odrzekł Wins.

Przebiegli koło bestii leżącej na ziemi. Oddychała płytko i widać było, że wkrótce wyda ostatnie tchnienie. Mimo to zdążyła wyciągnąć łapę i drasnąć Winsa w nogę. Na więcej nie miała siły. Wins jęknął i upadł, a z rany zaczęła wypływać gęsta krew. Leżał, trzymając się za nogę i próbując zatamować krwawienie. Anita chwyciła kawałek ubrania, który znalazła nieopodal, i rozerwała go. Obwiązała nim nogę Winsa.

– Musisz wstać. Już niedaleko – ponaglała go, widząc, że chłopak wciąż leży. Wins oparł się na rękach, ale ponownie upadł.

– Nie dam rady – stwierdził.

– Inaczej przegramy.

– Idź sama. Spróbuj znaleźć Żelaznego Króla.

– Oszalałeś? Pójdziemy razem. Oprzyj się na moim ramieniu – poprosiła. Wins wstał, przytrzymując się Anity.

– Dwóch kalekich wybrało się na walkę. – Anita się zaśmiała. – Chyba mi pozazdrościłeś srebrnej nogi. Wygląda czadersko, ale nie sądziłam, że dla wyglądu narazisz się na taki ból. – Gdy dotarli do oddziału zakaźnego, poczuli smród niemytych ciał i wszechobecnego brudu.

– Miałam inne wyobrażenie o tym miejscu. Wiedziałam, że nie panują tu idealne warunki, ale sądziłam, że dbają o chorych – zdziwiła się Anita.

– O chorych? – dopytał Wins. – Dbają, jak mogą, ale nie ma wielu lekarzy potrafiących zajmować się nimi.

– Ale… – zaczęła Anita, patrząc z przerażeniem na łóżka.

– Anito, gra jest stylizowana na średniowiecze, to nie nasz trzydziesty piąty wiek. Wtedy to inaczej wyglądało.

– Przeraża mnie to – powiedziała głośno.

Wins przyłożył palec do ust.

– Musimy być cicho. Jeśli Żelazny Król jest gdzieś tutaj, lepiej, żeby nas nie usłyszał.

Przeszli koło leżących na szpitalnych łóżkach ludzi. Część z nich jęczała i prosiła o szklankę wody. Wins obszedł pomieszczenie i zajrzał pod każde łóżko oraz w każdy kąt.

– Tu go nie ma. Ale… co ty robisz? – zapytał, gdy obróciwszy się przez ramię, zobaczył, jak Anita przytrzymywała kubek, z którego pił chory.

– Prosił o wodę – odparła, jakby to było coś oczywistego.

– Chodź już. Nie mamy czasu, musimy znaleźć Żelaznego Króla. – Anita nawet na niego nie spojrzała.

– Żal ci ich? To tylko gra. Tych ludzi tak naprawę nie ma. To postacie komputerowe. Oni nie cierpią – powiedział Wins.

– Wiem, ale nie mogę ich tak zostawić.

– Opierasz się grze? – zapytał Wins. – Ciemna Dama nie miałaby z tym problemu.

– Dla mnie to na razie za dużo – potwierdziła Anita.

– Dobrze, w takim razie pójdę sam. Moja noga już mniej krwawi. Życz mi powodzenia, a może to wszystko się za chwilę skończy.

Wins ostrożnie odsłonił firankę przyczepioną do framugi, by zobaczyć, co znajduje się w drugim pomieszczeniu. Kolejna sala również była wypełniona chorymi. W kącie stała młoda dziewczyna, która coś szeptała. Wins początkowo pomyślał, że to jedna z chorych, która straciła rozum i zaczęła mówić sama do siebie. Jednak była zbyt dobrze ubrana i schludna. W końcu zaczęła dotykać… powietrze… nie, to nie było powietrze, tylko jakby biała kreska. Wins nic z tego nie rozumiał. Gdy w końcu biała kreska zaczęła się odwracać Wins zobaczył Żelaznego Króla. Przypomniał sobie słowa Dmitrija, który mówił, że nikt nie może być Żelaznym Królem, bo nie jest jeszcze dopracowany przez grafików. Żelazny Król był w 2D! Wins wyciągnął miecz i zaczął skradać się powoli.

– Żelazny Królu, jesteś taki wspaniały. Twoje mięśnie…

Na twarzy Mariny rozlał się zachwyt, gdy dziewczyna dotknęła narysowanych czarną kreską mięśni. Wyglądało to sztucznie, jakby ktoś przygotował dopiero wstępny szkic Żelaznego Króla. Jego oczy były rozmazane. Widocznie ktoś wielokrotnie zmazywał je gumką i ponownie rysował. Nos wyglądał jak literka L.

– Jesteś taki wspaniały – wyszeptała ponownie dziewczyna.

Wins prychnął na te słowa. Poczuł, jak ktoś ciągnie go w dół, i w ułamku sekundy znalazł się skulony za łóżkiem. To Anita go pociągnęła w dół.

– Mogli cię usłyszeć – wyszeptała. – Niewiele brakowało. Co ty wyprawiasz?

Wins wzruszył ramionami.

– Myślałem, że zostałaś z chorymi – powiedział, unikając odpowiedzi na pytanie.

– Dałam wody najbardziej potrzebującym. Resztą zajmę się później. Gdy zobaczyłam, że wyciągasz miecz, wiedziałam, że znalazłeś Żelaznego Króla. Musiałam tu przyjść.

– Widziałaś, kto koło niego stał? – spytał podenerwowany Wins.

– Żelazna Wojowniczka. Wiem, będzie ciężko, w końcu chce cię zabić i dobrze walczy.

– Jaka Żelazna Wojowniczka! To Marina.

– Czyli Żelazna Wojowniczka. Jest zakochana w królu. Zapomniałeś już? – Anita wychyliła się lekko, by zobaczyć, co się dzieje. – Teraz jest idealny moment. Nie zauważą nas.

– Czemu? – zapytał Wins i sam się wychylił. Poczuł, jak krew w nim buzuje, a na twarz wychodzą wypieki.

– Całują się. Są zajęci sobą. Idź, zabij go – szepnęła Anita.

Wins wstał i wypuścił miecz z dłoni.

– Marina, co ty robisz? – krzyknął, a w jego głosie dało się wyczuć rozżalenie.

– Oszalałeś? – Anita próbowała ściągnąć go za łóżko. Żelazny Król i Marina odwrócili się.

– Och, dobry królu! To Czarny Władca, przyszedł cię zgładzić. Uciekaj, a ja się nim zajmę! – krzyknęła Marina.

– Taki wspaniały z niego facet? On ucieka, a ty go bronisz? – kontynuował Wins. Ale Marina wyciągnęła strzałę i napięła łuk.

– Zaraz cię wykończę. Zginiesz, prosząc o śmierć – zagroziła.

– Aha, ja mam prosić o śmierć, a ten pajac, co trzęsie się za tobą ze strachu, ma sobie spokojnie żyć. – Wins zmarszczył brwi. – Marina, pamiętasz, jak nam mówiłaś kiedyś, podczas gry w karty, że nie cierpisz mężczyzn z przerośniętym ego? A teraz co robisz?

– Marina? – zdziwiła się i wypuściła strzałę, która ugodziła Winsa w udo. Był tak roztrzęsiony, że nawet tego nie zauważył. – Chyba sobie mnie z kimś pomyliłeś, Czarny Władco. Jestem Żelazną Wojowniczką.

– Jaką tam wojowniczką, to gra! – krzyknął Wins ze złością.

– Wins, ona nic nie rozumie. Ma wyłączoną świadomość. Idź, zabij króla – namawiała go Anita. – Ja się nią zajmę.

Marina wymierzyła jeszcze jedną strzałę, tym razem w klatkę piersiową Winsa.

– Wins, chowaj się!

Anita popchnęła go, gdy strzała wyleciała w jego kierunku. Wins upadł, a Anita podniosła miecz, który wcześniej upuścił. Strzała wbiła się w łóżko nieopodal nich. Wins widział, jak Anita przebiega przez pokój, i usłyszał krzyki.

Obudził się na łóżku. Dmitrij siedział koło komputera, popijał kawę i ziewał.

– Czarny Lud wygrał – ogłosił. – Siedzieliście w grze prawie trzy dni. Jak wrażenia?

– Zabiłaś króla? – spytał Wins, patrząc na Anitę.

– Trafiłam go. Najpierw rzuciłam mieczem w Marinę, a później w króla. Ciężko go było dopaść. Ustawił się bokiem. Traf sobie w kartkę papieru, to prawie niemożliwe! Drasnęło go, ale nie wiem, jak bardzo. Dlaczego go nie zaatakowałeś? – zapytała Anita, a Wins powoli przypominał sobie, co się stało. Wstał i podszedł do Dmitrija.

– Mam pewną uwagę. – Założył ręce i stanął w rozkroku.

– Jaką? – zapytał Dmitrij, leniwie wycierając z wąsów piankę, która została po kawie.

– Czy można się całować w grze? – zapytał Wins.

– Można – odparł Dmitrij.

– To nielegalne, ona miała wyłączoną świadomość. – Wins wskazał na Marinę, zachęcając ją wzrokiem, aby go poparła.

– No tak, ale rozmawiałem o tym wcześniej z twoją koleżanką. Wiedziała, że może się tak stać, że pocałuje komputer. Między innymi dlatego nikt nie mógł być królem.

– Wiedziała o tym? – Wins popatrzył na Marinę ze złością. – Niby kiedy jej o tym mówiłeś?

– Wpuściłem ją do gry ostatnią. Kiedy wy byliście w grze, my odbyliśmy rozmowę. Zgodziła się.

Wins prychnął.

– Była pod presją. Miała odmówić? Wtedy nie mogłaby wejść do gry – przekonywał.

– Jasne, że mogła odmówić. Jako, że Żelaznym Królem jest komputer, pokierowałbym nim i zmieniłbym mu ustawienia.

Wins machnął na nich ręką i usiadł z powrotem na łóżku. Wyciągnął telefon i pokazywał całym sobą, że najchętniej wyszedłby już z sali.

– Rzeczywiście, to nie jest takie proste, żeby pocałować się w grze. Trzeba być w odpowiednim wieku, wyrazić na to zgodę; to nie może być sprzeczne z prawem ani naruszać przyjętych społecznie norm i obyczajów… – zaczął wymienić Dmitrij.

– Zgodziłaś się pocałować z takim chamem? – spytał Wins po cichu, wciąż nie dowierzając.

– Wins, to gra – roześmiała się Marina. – Jego nie ma w rzeczywistości.

– Aha, to wszystko wyjaśnia. – Wins wywrócił oczami.

– Jakieś inne uwagi? – zapytał Dmitrij.

– Gra była dość ciekawa – wyznał Nazir. – Nawet dla pobocznych postaci. Miałem tam rodzinę i uczyłem weekendami ubogie dzieci, których nie było stać na szkołę.

– Świetnie, zanotuję to – rzekł Dmitrij. – Namyślcie się, co wam się nie podobało i wymagałoby poprawek. Dam wam odpocząć jeden dzień i pojutrze się zamienicie. Ktoś, kto miał wyłączoną świadomość, teraz ją zachowa i na odwrót.

– Wszystko w porządku? – zapytała Marina Winsa, gdy wychodzili z sali. W ustach trzymała wsuwkę, a rękoma poprawiała koczek, który przekrzywił się od leżenia.

– Tak, wszystko gra – potwierdził Wins.

– Byłeś bardzo spięty. Naskoczyłeś na Dmitrija – zwróciła uwagę Marina.

– Najwyraźniej jeszcze nie ochłonąłem. Gra była dość emocjonująca, a bycie Czarnym Władcą może wkręcić.

– Okej… – Marina wciąż patrzyła na niego podejrzliwe. – Jeśli chciałbyś pogadać, to wiesz, że możesz na mnie liczyć.

Wins się uśmiechnął.

– Chodźmy coś zjeść – zaproponowała Anita. – Mam ochotę na kanapki z łososiem, zwłaszcza że Wins obiecał mi oddawać swoje.

– Naprawdę to zrobiłeś? – spytał Nazir, śmiejąc się.

Wins przytaknął niechętnie.

– Czarny Władca akurat wtedy zadziałał na mnie swoją hojnością.

– Obietnica to obietnica. Już się nie wywiniesz – powiedziała Anita.

– Niestety – odrzekł Wins i udali się w stronę stołówki.

Opis, rozdział 0 (prolog), rozdział 1, rozdział 2, rozdział 3, rozdział 4, rozdział 5, rozdział 6, rozdział 7, rozdział 8, rozdział 9, rozdział 10, rozdział 11, rozdział 12, rozdział 13, rozdział 14, rozdział 15, rozdział 16, rozdział 17, rozdział 18.

Zdjęcie: Photo by Ricardo Cruz on Unsplash